Charlene Li opisała zabawne zdarzenie na Twitterze rodem z Australii. To jednocześnie przykład na to, że social media, to nie jest miejsce na bezmyślne pyskówki. A pewne niezręczne sytuacje można załatwić z klasą i humorem.

Niejaki Jonathan Pease, student Uniwersytetu w Sydney, nudząc się na wykładach napisał na Twitterze:

Jonathanpease

Kto z nas nie ma podobnych "grzeszków" na sumieniu? :)

Musiał się nieźle zdziwić otrzymując na Twitterze, taką odpowiedź:

sydney_uni

Czy wyobrażacie sobie "swoją" Panią z Dziekanatu odpisującą w podobny sposób? :)

Jak pisze Charlene, to świetny przykład na to jak można monitoriować social media bez wzbudzania u ich użytkowników poczucia, że ich zachowania obserwuje jakiś Big Brother. Gwoli wyjaśnienia, odpowiedź Uniwersytetu rozesłał sam Jonathan z dopiskiem “Busted”!

To też doskonałe potwierdzenie faktu, że w social mediach chodzi o rozmowę a nie o nadawanie albo samo słuchanie. Dlatego jeszcze zanim się w nie wejdzie, należy się zastanowić, jak będziemy wykorzystywać informacje, która zaczną do nas, dzięki tym rozmowom, napływać. Jak będziemy współpracować z ludziom, którzy chcą o sobie mówić i kiedy będziemy to robić?

I warto się zastanowić się nad powyższym przykładem zabawnej konwersacji: czy nasza firma jest gotowa do podobnych rozmów ze swoim otoczeniem?

Jonathan pic

A oto zdjęcie jakie przesłał Jonathan w swoim twicie :)

About these ads