Gdy czytelnika traktuje się jak partnera a nie jak idiotę, to ten odpłaca się tym samym. Od jakichś 170 lat wie to The Economist, który nawet w dobie internetu i social mediów radzi sobie doskonale, nic nie tracąc na swojej jakości i nie idąc na zgniłe kompromisy.
Źródło: prezentacja CEO The Economist Group – Andrew Rashbass-a
Jego aplikacja na iPada nie ma żadnych fajerwerków, dzięki czemu waży mało i ściąga się błyskawicznie. Jego strona internetowa jest funkcjonalna i pozbawiona wodotrysków. Na Facebooku prowadzi bardzo poprawnie profil swojego głównego tytułu i kilku innych, które wydaje.
Ot, kawał nudnej, porządnej roboty dzięki której dostarcza swoim czytelnikom dokładnie tego, czego od niego oczekują: świetnie skomentowanych informacji gospodarczych i politycznych.
Źródło: prezentacja CEO The Economist Group – Andrew Rashbass-a
The Economist ostrożnie eksperymentuje z nowymi mediami. Jednak, gdy się już do czegoś przekona, to konsekwentnie realizuje przyjęty przez sobie plan. Dlatego jego kanał na YouTube “puchnie” od arcyciekawych wywiadów z ludźmi, którzy mają coś rzeczywiście do powiedzenia. Każde jego wydanie można ściągnąć w wersji audio. Nie ma chyba czytnika elektronicznego, na który nie byłoby jego wersji.
Co najważniejsze: nie lata jak chorągiewka na wietrze; nie bawi się w wojnę na tytuły, nie tworzy “lżejszych w odbiorze dla czytelnika” wersji swojego pisma lub strony internetowej. Nie pauperyzuje swojej marki. I zarabia. Bardzo dobrze zarabia.
To wszystko jednak nie dziwi, gdy spojrzy się na prezentację przygotowaną przez jego CEO The Economist Group – Andrew Rashbass-a, w której ten pokazuje swoje spojrzenie na zmieniający się rynek, na którym działa.
Źródło: prezentacja CEO The Economist Group – Andrew Rashbass-a
Ja bym chciał tylko zwrócić uwagę na fakt, że operuje on tymi samymi danymi rynkowymi do których mają dostęp polscy wydawcy – ale. zdecydowanie, inaczej je rozumie.
To zresztą problem wielu managerów, z każdej branży, że przytłoczeni codziennymi obowiązkami, przestają rozumieć, co się wokół nich dzieje, przez co następująca co ok. 10 lat “rewolucja technologiczna”, zmiata ich z rynku. Czasami razem z ich firmami.



z tymi czytnikami to nie do konca – w europie nie mozna kupic economista na kindle…
Michał, jako użytkownik iPada nie potrafię tego sprawdzić, bo u mnie działa to bez problemu, ale na ich stronie / http://www.economist.com/digital / jest informacja, że: “The full print edition of The Economist is also available on Kindle in the US and UK. You can purchase single issues to read on your Kindle or subscribe.
Go to the Kindle store (US) »
Go to the Kindle store (UK) »
Go to the Kindle store (Germany) »
Więc ewentualne ograniczenia terytorialne nie są zasługą The E., lecz Amazon…
No tak w UK i GER jest, ale nigdzie indziej. Nie wiem czy to wina Amazonu, w koncu np. Polityka na kidnle dostepna jest na amazon.com dla wszystkich zainteresowanych.
A jeszcze co do samego Economista to mi zawsze imponowal fakt, ze artykuly w zasadzie nigdy nie są podpisywane – to też sprzyja budowaniu solidnosci marki i tworzeniu wizji jednolitej instytucji, a nie zbieraniny dziennikarzy, ktorzy przychodza i odchodza.