Ta witryna sklepowa zachwyciła mnie już na zdjęciach. Ale gdy zobaczyłem ją na filmie, to uznałem ją za mistrzowską. To kolejny dowód na to, że przemyślane “mniej” – znaczy bardzo często – “lepiej”.
Hermes to chyba jedna z ostatnich luksusowych marek, która w pogoni za zyskami nie rozszerzyła swojej oferty na wyroby dla mniej zamożnych grup klientów.
W ich zasięgu pozostawiła tylko perfumy, apaszki i krawaty
I ta niedostępność cały czas działa na wyobraźnię.
Ta koszulka w bardzo trafny sposób podkreśla fakt, że nawet błyskotliwe zwycięstwo trudno jest podtrzymywać na dłuższą metę. Tak w polityce jak i w biznesie.
Kody kreskowe nam się opatrzyły. Tak bardzo, że już ich nawet nie zauważamy. A przecież można je kreatywnie wykorzystać również w marketingu.
Aż dziwne, że takie kody nie są popularniejsze...
Te kilkadziesiąt kresek, które pojawiły się kilkanaście lat temu na wszystkich produktach są dla nas praktycznie niezauważalne. No chyba, że w kasie okazuje się, że nie da ich zeskanować lub gdy zakodowana w nich cenach jest inna od tej, którą widzieliśmy na półce.
Wino kupujemy w zależności od nastroju w jakim jesteśmy lub potrawy z jaką będziemy je pić. Zwracamy uwagę na rodzaj winogron, nazwę producenta i – przede wszystkim rocznik… Nieee, no dobra…. Przecież wszyscy wiemy, że najważniesza jest etykieta
Wytwarzanie prawdziwych win, to prawdziwa sztuka. Jednak większość z tych win, które pijemy ma niewiele wspólnego ze sztuką a bardzo dużo z dobrym rzemiosłem.
To zresztą nasze szczęście, bo inaczej wino byśmy pili tak rzadko, jak Dom Perignon.
Oczywiście wszyscy wiemy, że to co napisałem w nagłówku o doborze wina do potrawy, kierowaniu się rocznikiem, itp. to standard, do którego dążymy i dlatego pilnie uczymy się na kursach kipierskich
Jednak większość z nas tych kursów jeszcze nie ukończyła (jesteśmy w trakcie), i do nich właśnie, ci producenci-rzemieślnicy starają się trafić wykorzystując wszelkie sztuczki marketingowe. Z dobrą nazwą i etykietą na przedzie.
Jest to o tyle uzasadnione, że wino, jako towar dla większości jego odbiorców jednorodny, jest od dziesiątek lat obiektem eksperymentów marketingowych, o których można pisać grube rozprawy doktorskie.
Poniżej przedstawiam kilka z tych eksperymentów:
Więcej takich cudów w sam raz na najbliższy weekend znajdziecie na tej stronie.
Każdy, kto otrzyma taki poster, na bardzo długo zapamięta jego przekaz. Jego twórca, Roland Reiner Tiangco z Nowego Jorku, zajmuje się też reklamą i jestem przekonany, że facet o takim potencjale jeszcze nie raz nas zaskoczy. Zresztą sami sprawdźcie jego portfolio.
Czy ubralibyście się w ciuchy sygnowane logiem SGH, Uniwersytetu Wrocławskiego, Warszawskiego czy też Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu? A w ciuchy sygnowane przez Uniwersytet Harvarda?
Moje powyższe pytanie jest z gatunku retorycznych, ale ładnie ilustruje potęgę marek, które nawet (a może zwłaszcza) w biznesie edukacyjnym znaczą bardzo wiele. To zresztą widać w corocznych rankingach pensji osiąganych przez absolwentów poszczególnych uczelni w USA.
Harvard to nie tylko jedna z czołowych uczelni na świecie ale również wspaniale naoliwiona maszynka do robienia pieniędzy. Sprzedaje wiedzę nie tylko w postaci studiów ale również w postaci rozchwytywanych i opiniotwórczych wydawnictw z Harvard Business Review na czele. I osiąga przy tym prawie 3,5 mld dolarów przychodów.
O takich przychodach większość uczelni na świecie może pomarzyć.
Opakowywanie produktów jest dziedziną marketingu, którą zajmuje się – z powodzeniem – wiele agencji. Jednak wyobraźnia ludzka nie zna granic i wtedy można stworzyć taki slideshow jak ten poniżej.
Packaging jest nauką, sztuką i technologią. Takie trzy w jednym. Z jednej strony ma zapewnić właściwe przechowywanie produktu a z drugiej – zachęcić klienta do sięgnięcia po niego. Zresztą liczba funkcji jakie spełnia, doskonale jest wyjaśniona w powyższym linku do Wikipedii.
Tutaj chciałem tylko pokazać ciekawy slideshow pokazujący jak głupie potrafią być niektóre pomysły na opakowanie. Nic, tylko patrzeć i uczyć się jak tego nie robić.
Co tyczy się zwłaszcza, wielu polskich sklepów internetowych Choć znam też producenta wędlin paczkowanych umieszczającego swoje wyroby w pięknych, zadrukowanych zgniło-zielono foliach
Jak będziecie następnym razem w sklepie – zwróćcie sami na to uwagę
W nowym iPhonie 3GS praktycznie nie ma żadnych rewolucyjnych zmian. A te drobne, które są – wyceniono na 4,63 USD. Nie ma również rzeczy, których inne telefony nie miałyby już wcześniej. Jednak to ten telefon wyznacza kierunki rozwoju całej branży smartphonów. I to ten telefon wzbudza największe emocje.
W ciągu trzech dni sprzedał się jeden milion tych telefonów. Tym samym wyrównany został rekord ustanowiony przez poprzedni model. Co w tym niesamowitego?
Może to, że ten telefon od trzech lat wygląda tak samo? Jaki inny producent odważyłby się na taki ruch? Pewnie żaden. Ale też żaden nie zaprojektował do tej pory telefonu, który byłby ikoną, w momencie wprowadzenia go do sprzedaży.
Najnowsze komentarze