Od wielu lat, każdy z nas nosi w kieszeni komórkę. I od wielu lat marketingowcy zapowiadają, że te komórki są przyszłością marketingu. I co z tego? Figa z makiem!
Ładnych kilka lat temu, mój kolega otworzył firmę zajmującą się marketingiem mobilnym. Nie był nowicjuszem w branży marketingowej i opowiadał mi o perspektywach rozwoju tego rynku z prawdziwym zapałem, kładąc nacisk na spodziewane zyski. Po dwóch latach znalazł inwestora i sprzedał mu tą firmę z prawdziwą ulgą. I tak, od kilku lat, wyglądają perspektywy rozwoju rynku marketingu mobilnego. Wszyscy o nich mówią, że są znakomite. I na tym się kończy. Przypomina to trochę poszukiwania świętego Graala, który w tym przypadku, miałby przenieść marketing na inny poziom – ciągłej obecności w życiu Klienta.
Dopiero pojawienie się iPhona z dużym wyraźnym ekranem i wygodnym interfejsem, coś w tej dziedzinie zmieniło. Uświadomiło mianowicie użytkownikom tych telefonów, że telefon może nie służyć tylko do dzwonienia.
I duże pieniądze na tej prawdzie, zaczął zarabiać, nowicjusz w branży telefonów… Apple
Jak się zareklamować, aby było to zauważone? Wiadomo: trzeba wymyślić coś nowego. Może wykorzystać coś takiego?
Holenderska firma Nuformer oferuje niesamowite w efekcie projekcje 3D na budynkach. Bardziej szczegółowo opisuje tą technologię na swojej stronie, więc nie będę udawał, że wiem jak to działa.
Wiem jednak jedno: efekt jest spektakularny. Zresztą zobaczcie sami:
W nowym iPhonie 3GS praktycznie nie ma żadnych rewolucyjnych zmian. A te drobne, które są – wyceniono na 4,63 USD. Nie ma również rzeczy, których inne telefony nie miałyby już wcześniej. Jednak to ten telefon wyznacza kierunki rozwoju całej branży smartphonów. I to ten telefon wzbudza największe emocje.
W ciągu trzech dni sprzedał się jeden milion tych telefonów. Tym samym wyrównany został rekord ustanowiony przez poprzedni model. Co w tym niesamowitego?
Może to, że ten telefon od trzech lat wygląda tak samo? Jaki inny producent odważyłby się na taki ruch? Pewnie żaden. Ale też żaden nie zaprojektował do tej pory telefonu, który byłby ikoną, w momencie wprowadzenia go do sprzedaży.
Pomysł, że konsumenci oczekują bezpłatnego contentu online jest pomyłką, która wkrótce będzie naprawiona – tak uważa Barry Diler, Prezes InterActivCorp, który próbował udowadniać podczas konferencji Advertising 2.0 w Nowym Jorku, że ta teza jest prawdziwa.
Firma Dilera, IAC jest właścicielem takich serwisów jak Match, Citysearch, Vimeo i Urbanspoon, które osiągają przychody dzięki różnym modelom biznesowym, wśród których znajduje się reklama, subskrypcje i jednostkowe transakcje. Sam Diler jest znaną postacią, związaną przez większość życia z amerykańskim przemysłem filmowym a w swoim życiorysie ma małżeństwo z Diane von Fürstenberg, tytuł najlepiej opłacalnego managera w USA w 2005 roku oraz akt własności największego jachtu żaglowego na świecie o nazwie EOS.
Warto wsłuchać się w jego słowa ponieważ z jednej strony jest przedstawicielem największego “lobby”, jeśli chodzi pobieranie opłat za content online, czyli Hollywood i starych mediów, a z drugiej strony – człowiekiem, który w nowych mediach próbuje ten model wdrożyć. I poza zdrowym rozsądkiem, wielkim doświadczeniem, kto jak kto, ale on wie doskonale, w którym kierunku idzie myślenie branż mających największy, żywotny, interes we wprowadzeniu tych opłat.
Gdy ktoś próbuje prognozować, co się stanie z mediami i dostarczanymi przez nie informacjami w ciągu najbliższych 10 lat – to warto się temu przyjrzeć.
Tą infografikę, Prezesi polskich wydawnictw powinni umieścić na pulpitach swoich komputerów - jako tapetę.
Bardzo interesujący tekst pokazujący ewolucję komunikacji masowej na przestrzeni ponad 200 lat zamieścił Thomas Baekdal na swoim blogu.
Autor, z jednej strony, opisuje jak wyglądała komunikacja przez ostatnie dwa wieki i jakie kamienie milowe można w tym okresie wyróżnić. Z drugiej strony, wysuwa prognozy, jak bardzo ona się zmieni w ciągu najbliższych 10 lat – włączając się w nurt prognoz, ogłaszających koniec mediów tradycyjnych, w postaci jaką dziś znamy.
No pewnie, że się da. I na dodatek w sposób niewzbudzający kontrowersji.
Jakiś czas temu pisałem o świńskiej grypie i o mapie na Google Maps pokazującej jej występowanie. Dzisiaj zaszedłem na tą stronkę ponownie i zauważyłem, że jej zawartość została przeniesiona na domenę flutracker.rhizalabs.com.
Pod tą domeną można znaleźć informację, że mapa tam przedstawiona, jest autorstwa Dr. Henry L. Niman, który stworzył ją używając technologii firmy Rhiza Labs i Google oraz wykorzystując do jej zasilenia w dane: źródła oficjalne, medialne oraz użytkowników internetu.
Następnie można przeczytać, że wszyscy zainteresowani tą technologią dynamicznej wizualizacji danych mogą się skontaktować z Josh Kanuer, tel…:)
W skrócie: ktoś bystry w Rhiza Labs wykorzystał aktualny temat, nawiązał współpracę z wiarygodnym naukowcem, wzbogacił go o swoją technologię, wykorzystał dane z sieci i zaproponował internautom lepsze rozwiązanie ich problemu – czyli znajdowania wiarygodnych informacji na temat świnskiej grypy.
Przy okazji reklamując się i pokazując “na żywo” możliwości swojego produktu.
Świetny pomysł! Prosty i błyskotliwy. Wymagający tylko dwóch rzeczy: otwartości na nowe trendy i szybkiego podejmowania decyzji.
Choć jeśli nie zwiększą wydajności swoich serwerów, to mogą go pożałować
Twitter stał się bardzo modny. Dlatego – Szefie – gdy przyjdzie do Ciebie spec od social marketingu i zacznie mówić o Twitterze – zapytaj go po prostu: “A ile mogę stracić?”
Obstawiam, że ten marketingowiec nie załapie, że to ze skeczu “Kabaretu Dudek”, ale zbijesz go z pantałyku i zyskasz możliwość wytłumaczenia mu, co następuje:
Twitteromania i procentowa skala przyrostów jego użytkowników rzeczywiście robi wrażenie. Tutaj Ashton, tam Ophra, możliwość reklamowania się, przelewania pieniędzy, itp., itd.
Zawsze trzeba jednak stać mocno na nogach i nie zachłystywać się bezmyślnie nowościami – bo w przypadku ugruntowanych biznesów – może być to ryzykowne. Tak, tak – wiem! Kto nie ryzykuje – ten nie wygrywa – ale powiedzcie to tym geniuszom co wymyślili kredyty subprime. A jeszcze lepiej – tym mądrym finansistom, co je kupowali w “paczkach” na całym świecie
Dlatego warto spojrzeć na wykres pokazujący 10 największych serwisów społecznościowych w USA w marcu br. przygotowany przez Marketingcharts. Pokazuje on procentowy udział rynkowy poszczególnych serwisów wśród korzystających z nich internautów.
Jak widać – króluje MySpace z goniącym go w olimpijskim tempie Facebookiem. Twitter jest w porównaniu z nimi daleko, daleko z tyłu – choć należy pamiętać, że już wyprzedza serwis Windows Live Home i Yahoo! Profiles.
Teraz słowo o modzie. Dlaczego Twitter jest ostatnio tak “popularny” – albo inaczej – dlaczego tak dużo się o nim mówi?
A dlaczego miłośnicy samochodów sportowych są w stanie godzinami rozprawiać o ich tuningu?
Charlene Li jest prawdziwym autorytetem w zakresie social web. Dlatego z przyjemnością zamieszczam jej prezentację na temat przyszłości tego co dziś nazywamy social web.
Najnowsze komentarze