Film reklamujący Bydgoszcz i produkty Microsoftu staje się powodem “malutkiego” kryzysu public relations tych dwóch podmiotów. Uważam, że niepotrzebnie – trzeba było tylko pomyśleć o konsekwencjach nieco wcześniej.
Jacek Zawadzki z bydgoskiej Gazety Wyborczej informuje, że władze Bydgoszczy grają w filmie reklamowym Microsoftu, gdzie na zasadzie case-u opowiadają o wprowadzeniu w swoim urzędzie oprogramowania tej firmy. Piotr Waglowski na swoim vortalu Vagla opisuje to wydarzenie pod tytułem “Ekipa z Bydgoszczy strzela sobie w stopę”. Ja uważam, że akurat taki film to “samo dobro”, a jeśli pies jest gdzieś pogrzebany – to całkiem gdzie indziej.
Nie będę tutaj polemizował z autorem tego newsu – Jackiem Zawadzkim, ponieważ w swoim tekście poza opisem wydarzenia – jak domyślam się – negatywnie przez niego odbieranym, nie zdobywa się na żadną opinię. Na szczęście robi to nieoceniony Piotr Waglowski, więc do jego tekstu się odniosę.
W skrócie, według Piotra, Microsoft bezwzględnie wykorzystał powagę i wizerunek urzędu publicznego do promocji swoich wyrobów, a występujący w filmiku urzędnicy nie wzięli tego pod uwagę. I z tym zdaniem warto polemizować.
W marketingu tego typu zabiegi nazywa się transferem wiarygodności – co jest pojęciem z zakresu psychologii opisanym w 1974 roku M.E. Heilman, ale wykorzystywanym od dawien dawna przez każdego sprzedawcę czy polityka czy osobę szukającą pracy. Listy polecające, namaszczenie polityka przez władze kościelne, rekomendacje – to wszystko i jeszcze wiele zjawisk z którymi mamy na co dzień, zahacza o to szerokie pojęcie.
Nie jest więc dziwne, że uwielbiają je wykorzystywać firmy chcące uwiarygodnić swoją ofertę.
Mistrzem podobnych filmików jest Apple, który na swojej stronie od wielu lat publikuje story i wideo opisujące i pokazujące setki osób i instytucji. W dziale “Macintoshe w akcji” można znaleźć naukowców, artystów, biznesmenów, architektów. lekarzy – generalnie całą rzeszę zadowolonych klientów korzystających z produktów tej firmy. Takie filmy kręcą setki innych firm, które wiedzą, że nic ich oferty bardziej nie uwiarygodni niż przykłady z życia wzięte.
Nie widzę, więc żadnego problemu w tym, że podobny film nakręcił Microsoft i Urząd Miasta Bydgoszczy. Zwłaszcza, że ten film da się oglądać. Nie ma może tej lekkości, co filmy Apple, ale nie wymagajmy już za dużo
Mnie raczej cieszy to, że samorządowcy doceniają wagę takich rozwiązań technologicznych i liczę na to, że dzięki nim, będą lepiej robili to, za co im płacę. I fajnie, że próbują się komunikować ze swoimi mieszkańcami oraz szerszym otoczeniem przez profesjonalny film opowiadający o mieście i działającym w nim nowoczesnych rozwiązaniach. W sytuacji gdzie większość urzędników w Polsce po wybraniu na swoje stanowisko zamyka się w szklanej wieży – każda próba dobrej jakościwowo komunikacji władzy z otoczeniem – zasługuje na pochwałę
Jednak każda taka akcja marketingowa wymaga rozważenia wszelkich za i przeciw. I przygotowania – zarówno przez Urząd Miasta w Bydgoszczy i firmę Microsoft – właściwej kampanii public relations tłumaczącej naszemu otoczeniu – co chcemy przez to osiągnąć.
Na gorąco widzę następujące problemy, które należało wcześniej zidentyfikować i przygotować właściwe reakcje na nie:
1. Jeżeli Urząd Miasta Bydgoszczy zapłacił firmie Microsoft za oprogramowanie pełną cenę i niejako w wianie dał jeszcze swój wizerunek do filmu, to co za to innego zyskał?
- Kasia Cichopek albo Doda zanim weźmie udział w jakiejś reklamie – negocjuje warunki finansowe. Nie spodziewałbym się, że te osoby kupią sobie biżuterię a następnie będą występować w reklamach producenta tejże za darmo. Prawda?
- Ile mniej zapłacił Urząd Miasta za oprogramowanie Microsoftu, że zgodził się na taką transakcję wiązaną? Lub co innego zyskał w ramach tego kontraktu?
2. Czy Urząd Miasta Bydgoszczy wyróżnia się pozytywnie na tle innych miast pod kątem obsługi petentów?
- Tylko w takiej sytuacji przeciętny mieszkaniec Bydgoszczy przełknie świecące komputerki, internety w komórce i synchronizację kalendarzy on-line. Bo jeśli nie – to urzędnicy na własne życzenie stawiają się w sytuacji szefa fabryki, który w ramach kryzysu zamraża pensje a sobie kupuje nowe Porsche. Taki człowiek nie ma co liczyć na zrozumienie.
- Jakieś twarde dane?
3. Czy Microsoft wybrał sobie na partnera do tej reklamy miasto o realnej przewadze nad innymi, pod kątem obsługi petentów?
- Bo jeśli nie jest to oczywiste, to równie dobrze można było kasę za tą reklamówkę wysłać do mnie. Obiecuję, że kupię sobie za to wycieczkę. Środowisko samorządowców jest małe i zamknięte. Wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, więc jeśli Bydgoszcz rzeczywiście nie zyskała dzięki temu wyraźnej przewagi – to pozostali klienci z tej grupy docelowej – “nie kupią tego”.
4. Czy Microsoft przemyślał zanim rozpoczął tą akcję ewentualne problemy w opisanych powyżej punktach 1 i 2?
Każda akcja wywołuje reakcję. Dlatego mamy nas uczyły, że zanim coś się zrobi, to trzeba pomyśleć.
Bo inaczej można sobie zrobić kuku. Wizerunkowe.
A tak w ogóle to warto sobie obejrzeć film jak to samo się robi w Apple




