Każdy z nas już widział swój dom z kosmosu. A jeśli nie – to może to zrobić w ciągu sekund korzystając z programu Google Earth lub Maps. Dzięki temu programowi łatwo też można zobaczyć jak zacofanym krajem jest Polska – pod względem wykorzystania możliwości sieci.

google-europa

Prawie 40 mln kraj w środku Europy z kosmosu wygląda podobnie jak środkowa Afryka. Sami sprawdźcie. Włączcie program Google Earth. W lewym bocznym pasku jest okno Warstwy. Rozwińcie je. Ok. Teraz znajdźcie tam katalog Galeria i zaznaczcie w nim kwadracik Podróże i Turystyka. Na mapie pojawią się małe różowe aparciki fotograficzne. To obiekty warte obejrzenia. Teraz znajdźcie katalog Użyteczne miejsca i zaznaczcie w nim katalog Miejsca turystyczne. Ok? No to teraz polatajcie trochę nad ziemią i obejrzyjcie różne kontynenty.

Polska? Pod tym względem bieda z nędzą. Wrocław, Gdańsk, Warszawa, Poznań, no i szeroko reklamowany Kraków. Jako turysta nie dowiecie się gdzie jest tam informacja turystyczna, co tam jest ciekawego do obejrzenia i gdzie to miasto chce Was ściągnąć, abyście wydali tam swoje pieniądze.

Całe szczęście, że programy Google opierają się w dużej mierze na pracy społeczności internetowych, więc np. w Gdańsku znalazł się jakiś fanatyk, który wykonał kilka trójwymiarowych modeli gdańskich zabytków. Niestety, sławny Kraków już takiego hobbysty nie miał. Ale może to i lepiej, bo we Wrocławiu się taki znalazł i teraz internauci z całego świata mogą oglądać jeden (!) trójwymiarowy model jakiejś galerii handlowej.

Jak z tego wniosek? Gołym okiem widać, że w sieci promocja turystyczna miast i kraju leży. 

Świat się zmienia a my stoimy w miejscu. Co w dzisiejszych czasach oznacza, że cofamy się. 

Rząd i samorządy wydają grube miliony na swoją promocję. I przypominają w tym dżentelmena, który przychodzi do dobrej restauracji w eleganckim garniturze i starych, rozczłapanych i na dodatek brudnych butach. Od razu widać, że ten Pan nieudolnie aspiruje. A takich wszyscy kasują podwójnie na dodatek śmiejąc się z nich za plecami.

Najpierw trzeba zacząć od podstaw. Mamy zabytki? Ciekawe miejsca? Parki narodowe? Szlaki turystyczne? Atrakcyjne miejsca na inwestycje? Super. Ale najpierw je wyczyśćmy. Wykarczujmy trawę. Doprowadźmy drogę. I na litość boską! Opiszmy je i pokażmy szerokiej publiczności!

Na dostępnych w 10 językach i szeroko dystrybuowanych ulotkach. Na stronach internetowych. W Google Earth. Microsoft Maps. Uruchommy działające i oferujące rzeczywiste usługi punkty informacji turystycznej. Trzeba zacząć od mozolnych, drobnych, ciężkich prac. Takich, które przynoszą  efekty w długotrwałej perspektywie. A nie od fajerwerków typu Expo, Euro czy Olimpiady. O fontannach nie wspomnę.

Znowu się kłania zasada brzytwy Ockhama – tym razem – pokazuje nam, że trzeba zacząć od rzeczy najprostszych, od marketingowych podstaw.

Tyczy się to nie tylko „organów” państwowych. W nie jest zawsze łatwo kopać. 

Popatrzmy na Google. Podobno mają siedzibę we Wrocławiu. Piszę podobno, bo w Google Earth po wpisaniu hasła Google Wrocław pokazuje się jakiś punkt na mapie, ale pod nim jest jedna jakże smaczna opinia:

Bad location on this map – aszczurowski – 22 Wrz 2008

google-wroclaw

Niesamowite. Prawda? Zwłaszcza jeśli porównamy to z wyszukiwaniem Google, Inc. w USA. Pewnie to jakaś głupia wpadka i nieporozumienie. Ale jakże symptomatyczna. Według mnie świadczy o pewnej barierze mentalnej. Nazwę ją nieumiejętnością korporacyjnej/urzędowej pracy u podstaw. Planujemy, roztaczamy wizję a nie umiemy porządnie wyczyścić butów. Jak ten dżentelmen o którym pisałem powyżej.

Wierzę jednak, że nie jest trudno taką barierę przełamać. Wystarczy, aby każdy szef do swoich codziennych obowiązków dorzucił krótki przegląd tego co na temat jego firmy/miasta/urzędu znajduje się w szeroko pojętym środowisku informacyjnym. Nie tylko w mediach pisanych lub elektronicznych ale również – a może przede wszystkim – w sieci, w bazach danych firm tworzących nawigację samochodową, oferujących usługi turystyczne. Itp.

Swoją drogą warto ściągnąć sobie najnowszą wersję programu Google Earth 5.0. Oprócz oglądania Ziemi, kosmosu i Marsa można w niej oglądać również morza i oceany i to co w sobie kryją. Według mnie – dla miast i wiosek nad polskim morzem – otwiera się nowy świat pełen fantastycznych, marketingowych i zyskownych perspektyw. Trzeba tylko przełamać tą barierę. W głowie.