No i stało się. Pojawiła się druga część tak zapowiadanego artykułu w Gazecie Wyborczej. Nie wiem po co. Mogli to miejsce przeznaczyć na ciekawszy tekst o odchudzaniu. Koń by się uśmiał.

kon

Nie kopie się leżącego, więc napiszę tylko, że nie ma w nim nic nowego. Wygląda również na to, że dziennikarze użyli wczoraj nazw dwóch firm PR, tylko po to, aby uwiarygodnić się, że będzie to tekst poparty ich wnikliwą pracą, dzięki której dotarli do źródeł oraz firm zamieszanych w ten podły proceder. Jak jest – każdy widzi.

Kurcze. Nie wiem czy w Wyborczej już zwolnili wszystkich redaktorów czy też po prostu mieli jakąś dużą dziurę na stronie i musieli ją czymś wypchać. Choć za moich czasów robiono to jakąś autoreklamą.

Jak można było spaprać tak ciekawy temat?! Opisali problem po łebkach, a gdyby weszli w niego nieco głębiej – dotarliby do nazw firm zajmujących się taką działalnością, pokazaliby ich cenniki a gdyby jeszcze im starczało sił – pokazaliby, że ich działalność jest nie tylko nietyczna, ale również niezgodna z prawem.

Ok. Ich działka. Nie chcą pisać ciekawie i wyczerpująco – to niech się nie dziwią, że im sprzedaż później spada.

Co do kryzysu w branży PR.

Mleko się rozlało i byłoby  niemądrym udawać, że jest inaczej. Uważam, że organizacje PRowskie powinny zabrać głos i zapowiedzieć, zgodnie ze swoimi kodeksem etycznym, że nie będą tolerować tego typu zachowań wśród swoich członków. I zapowiedzieć, że firmy przyłapane na takim procederze – będą wykluczane z tych stowarzyszeń.

Tego typu odpowiedzialne zachowania zawsze dobrze świadczą o podmiotach je podejmujących. Co w sytuacji, gdzie w co drugim wywiadzie lub artykule w mediach, pada nazwa PR jako synonimu obłudy i manipulacji – jest bardzo cenne.

Poniżej zamieszczam wczorajsze wypowiedzi z listy internetPR przedstawicieli firm Core PR oraz Neuron PR, którzy zapewne po wczorajszym artykule oblali się zimnym potem myśląc: „ale o co chodzi?” a dzisiaj, po lekturze Wyborczej, pijąc kawę, dalej się zastanawiają: „ale za co?”🙂
Witajcie,

w związku z  publikacją „Gazety Wyborczej” z dn. 2 marca 2009 r. pt. „Fałszowanie Internetu”, w której pojawiła się informacja nt. praktyk stosowanych w Core PR, pragnę zaznaczyć, iż sytuacja, która została opisana wydarzyła się w 2007 roku i była jednorazowym incydentem. Osoba odpowiedzialna za niefortunne zdarzenia poniosła konsekwencje, a agencja wdrożyła procedury mające na celu wyeliminowanie tego typu praktyk. Oczywiście ubolewamy, że do takiej sytuacji wogóle doszło przez co został narażony na szwank wizerunek zarówno naszego Klienta jak i agencji. Wierzymy, że więcej się to nie powtórzy.

W razie jakichkolwiek pytań proszę o kontakt poprzez forum lub na priv: adrian.gawlikowski@corepr.pl

Pozdrawiam,

Adrian Gawlikowski

Core PR

Kamilu,

dobrze zrozumiałeś – rzeczywiście „szare wirale” nie powinny być
oferowane przez porządne agencje (czyli działania w mediach
obywatelskich, które mają na celu promowanie jakiegoś produktu, usługi
czy idei, prowadzone przez podmioty ukrywające swoją prawdziwą
tożsamość i intencje).

Dlaczego?:

– bo takie działania są praktycznie niemożliwe do skontrolowania przez
inicjatora akcji,
– bo to nieetyczne,
– bo to ma krótkie nogi,
– bo wszyscy już wpadli na ten pomysł, wytwarza się szum itp.

Akcja z naszym stażystą miała miejsce dwa lata temu (zresztą w czasie
rzeszowskiego kongresu:-). Nie oferujemy i nie świadczymy takich
usług, a jeśli klient o nie pyta, stanowczo je odradzamy. Zdaniem
naszej agencji, „biały” wiral jest znacznie lepszy. Do takich założeń
doszliśmy już dawno, przed omawianą wpadką, notabene przed tym, jak
niejedna z firm, sprzedających dziś wiral, w ogóle dostrzegła taki
produkt:-).

Czyli, powtarzam, była to wpadka, za którą przeprosiliśmy
zainteresowanych (w tym blogerów i innych internautów). W żadnym razie
zamierzone działanie.

Ale problem rzeczywiście istnieje i ma charakter masowy oraz wiele
wymiarów. Dotyka wielu branż (tu mówimy o e-biznesie, elektronice czy
FMCG, ale popatrzcie na marketing polityczny!).

Pozdrawiam,

Marek Wróbel
Neuron

Witajcie,
ponieważ z guerillą rozumianą jako wpisywanie anonimowych postów naprawdę
walczymy (mieliśmy nawet przez chwile specjalny serwis – ksiw.pl – który w
założeniach miał postawić temu tamę), dzisiejszy artykuł jest dla nas
szczególnie nieprzyjemny. Ponieważ nadzorowałem tego praktykanta, chcę dać
Wam pełny obraz sytuacji.

1. Sytuacja z grono.net, o której mowa w artykule miała miejsce w kwietniu
2007 roku (dwa lata temu). Tak się złożyło, że nasz klient wprowadzał wtedy
dość kontrowersyjną funkcjonalność – kontrowersyjną, ponieważ na ukończeniu
był wtedy konkurencyjny serwis o bardzo podobnych funkcjach. Dlatego
spodziewaliśmy się, że w sieci wybuchnie ostra dyskusja, tym gorętsza, że
autorem i właścicielem k (wówczas) był Marcin Jagodziński, jeden z
najbardziej znanych polskich blogerów.

2. Ponieważ w tym czasie trwał Kongres PR w Rzeszowie, na którym byłem
prelegentem, zdalnie przygotowałem informację prasową i rozesłałem ją do
mediów. Ponadto zleciłem mojemu ówczesnemu praktykantowi dokładny monitoring
opiniotwórczych  blogów – chcieliśmy wiedzieć, czy spodziewana dyskusja się
toczy. Przekazałem mu listę tych blogów.

3. Praktykant – którego nota bene ceniłem za proaktywność i szybkie
„łapanie” kwestii komunikacyjnych – źle zinterpretował moje polecenie
zmonitorowania newsa i powrzucał informację prasową (w niektórych miejscach
nawet w całości) jako komentarze do artykułów. Czasem nawet zupełnie
niezwiązanych z tematem. Oczywiście nie była to JEGO wina – wykonał
polecenie najlepiej jak mógł, a ponieważ w 2007 toku viral był na topie,
postanowił dodać coś od siebie…🙂

4. Już po trzech godzinach o całej sprawie napisał Piotr Waglowski, celnie
punktując miejsca, w których takie działanie łamie polskie prawo.
Natychmiast rozpocząłem żmudny proces kontaktowania się ze wszystkimi
blogerami, przepraszając ich za zaistniałą sytuację. Na naszej stronie
internetowej zamieściliśmy także oficjalne przeprosiny.

5. Najgorsze (dla nas) w tym wszystkim jest to, że już wtedy byliśmy
zdecydowanie przeciwni praktykom guerilla marketingu, rozumianego jako
wpisywanie anonimowych postów w opiniotwórczych mediach. Po prostu wcześnie
zrozumieliśmy, że jest to nieetyczne (zwykłe oszukiwanie internautów)

6. Dlatego od kilku lat (!) nie oferujemy takich usług i zdecydowanie
odradzamy je naszym klientom (choć wielu o nie pyta). Uważamy, że
występowanie w internecie pod własnym nazwiskiem i firmą jest jedynym – i
skutecznym – sposobem komunikacji w internecie. I naprawdę ma to pozytywne
skutki, bo internauci cenią otwartość i uczciwość.

Zainteresowanych dalszą dyskusją zapraszam do pytań – także na priv😉

Pozdrawiam białoviralowo,

Paweł Soproniuk
p.soproniuk@neuron.pl
Neuron Agencja PR