W dziale marketingu Tymbarka siedzą same orły o błyskotliwym umyśle i wyszukanym guście. Ich praca polega na umieszczaniu na butelkach soczku dla dzieci komiksów o pierdach.

Jest taki szeroko reklamowany napój Tymbarka, który się Kubuś Scool nazywa. Ma dziwne jaskrawe kolory, reklamę w telewizji oraz komiksy na drugiej stronie etykiety. Moje dzieci oczywiście chciały go kupić. No i kupiliśmy.

Pierwszy komiks był mało śmieszny i z wyrazem „siuśmajtki”. Ok. Pewnie koncernowi Tymbark wyszło na badaniach, że to zabawne i buduje przywiązanie dzieci do marki. Drugi też był na podobnym, mało śmiesznym, poziomie.

Za to trzeci… Po prostu rewelacja. To jest dokładnie to, czego siedmiolatki potrzebują najbardziej. Sami zobaczcie:

img_0806

Jakie to śmieszne! Wyobrażam sobie tą ciężką pracę umysłową pracowników działu marketingu Tymbarku: „Biorąc pod uwagę wyniki badań naszej grupy docelowej proponujemy w komunikacji naszej marki użyć komiksów z następującymi słowami kluczowymi: „pierd”, „siuśmajtki”, itp., itd.” – bo tych błyskotliwych komiksów z pewnością jest więcej.

A to wszystko polane sosem badań przekroju demograficznego, desk reaserchu, FGI, mapy percepcji, CATI, CAPI, CAVI, brand view, KFC, CIA i FBI.

No i marketingowcy z Tymbarku po tym wszystkim Wam wyszło, że trzeba wypuścić na rynek taki „pierd”?

Ja wiem, że dzieci używają gorszych słów, ale czy to oznacza, że my dorośli w ich towarzystwie też jedziemy z łaciną? Ktoś powie, że to mało brzydkie słowo. Tak? To proszę pójść do swoich dziadków i używać tego słowa. A może tak na posiedzeniu zarządu? Co? Nie? Jakoś tak nie wypada?

No właśnie. Bo to się, Szanowni Państwo z firmy Tymbark, kultura osobista i dobry smak nazywa.