Czy Dyrektor Marketingu Multibanku jest Kosmitą? Skoro w wywiadzie opowiada o wizji budowy banku, którego klientem chciałoby się być i nic nie mówi na temat obecnych, niezwykłych, kłopotów ze swoimi klientami…

mpk-160309

Dzisiaj w branżowym newsletterze Marketing przy Kawie,w dziale „Zarządzanie marką”, znalazłem wywiad z Wojciechem Bolanowskim, Dyrektorem Biura Marketingu Multibanku odpowiedzialnym za jego  komunikację i PR. Ten, jak wynika z wywiadu, bardzo sympatyczny człowiek, zaczynał pracę w tej grupie kapitałowej w siostrzanym mBanku i w wywiadzie tym opowiada o swojej ścieżce kariery, o tym, że z wykształcenia jest lekarzem i teologiem i o tym, że obecny czas to to „dobry czas” dla banków.

Nie mówi za to ani słowa o niebywałych na skalę Polski kłopotach Multibanku i mBanku z rozgoryczonymi klientami, którzy nawet powołali w internecie inicjatywę mStop.pl – Stop kredytowym Bankozaurom i NabiciWmBank.pl. I ci właśnie wierni klienci mBanku walczą z nim publicznie o korzystniejsze zapisy w umowach kredytów i tym samym o bardziej przyjazne warunki ich spłaty. Piszą o tym szeroko wszystkie media w Polsce, pokazuje telewizja i opisuje blogosfera. Bo to naprawdę niezykły przypadek upadku budowanej latami społeczności klientów, która do niedawna była stawiana za wzór innym firmom.

Coś niebywałego! Albo Pan Bolanowski jest z innej planety, albo celowo pomija te niewygodne dla niego kwestie. Pomaga mu w tym aktywnie dziennikarka robiąca ten wywiad – Pani Marlena Wrzód, która udaje, że też jest z innej planty. Suma summarum – mamy wywiad z Kosmitą robiony przez Kosmitkę.

Tylko po co? Przecież MpK to branżowy newsletter o dobrej opinii i z ciekawymi informacjami. Czytają go ludzie z branży, doskonale znający obecne kłopoty wizerunkowe Multibanku i mBanku, więc nie poruszanie tego tematu w rozmowie zakrawa na obrażanie ich inteligencji. I na pewno nie poprawia wizerunku instytucji, który Pan Bolanowski reprezentuje.

Rozważałem jeszcze dwa warianty, że wywiad ten ma być pomocny Panu Bolanowskiemu w budowaniu swojego rynkowego CV oraz, że potrzebny mu on jest do wykazanie przed szefami, że w mediach piszą też o jego banku pozytywnie. Ale w obu tych przypadkach byłoby to tak nieprofesjonalne, że aż niemożliwe.

Pozostaje więc ostatnia wersja: wywiad został zrobiony po łebkach. Dziennikarz nie wiedział o co pytać, a zabiegany rozmówca nie pamiętał o tym, że czasami milczenie o pewnych sprawach jest bardzo wymowne.

Proponuję zachować ten wywiad jako przykład tego, że dobre public relations to bardzo mocno przemyślane public relations.