Marketerzy w Polsce podchodzą do Kościoła jak pies do jeża. I nie ma się co dziwić. Potencjał olbrzymi, ale ryzyko również.

momentum-how

Kiedyś, prawie 10 lat temu, z pewną taką nieśmiałością, klientom banku, w którym byłem dyrektorem marketingu, zaczęliśmy dodawać do zakładanych lokat, film o Watykanie Jana Pawła II. To naprawdę działało!

Nazwaliśmy ten element naszego marketingu niezbyt zgrabnie – „kościelnym”. W planach mieliśmy znaczące rozwinięcie komunikacji z tą grupą docelową, choć może precyzyjniej będzie napisać – szersze wykorzystanie tego kanału komunikacji. Ale jak to często w życiu bywa – temat był zbyt odważny a i okoliczności niezbyt sprzyjające.

Dlatego z prawdziwym zainteresowaniem przeczytałem informację Moniki Biedrzyckiej z Momentum Worldwide, że jej agencja w USA zdobyła trzy nagrody Reggie Awards za kampanię “How Sweet The Sound” dla Verizon Wireless (operator telefonii komórkowej).

W kampanii tej, chodzi tak naprawdę o wybór najlepszego chóru kościelnego w Ameryce. Czyli nic innego jak ten wspomniany powyżej przeze mnie – „marketing kościelny” w najczystszej postaci.

Chóry kościelne w Stanach to zazwyczaj mocno osadzone w lokalnych społecznościach grupy nobliwych przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Z całym ich przekrojem socjo- i demograficznym. Krótko mówiąc – świetna grupa docelowa.

Ciekawe czy w Polsce doczekamy się, że któryś z dużych zawodników rynkowych spróbuje dotrzeć do rynku wykorzystując ten kanał komunikacji?

Będzie na pewno trudniej, bo polski Kościół nie jest tak otwarty jak wspólnoty protestanckie a na dodatek z pewną rezerwą podchodzi do materialnej strony życia swoich wyznawców. Ale nie zmienia to faktu, że ma olbrzymi autorytet i często – prężne lokalne społeczności. Rownież takie, które nie są zasłuchane w radio Maryja.

Więc szef marketingu tej firmy, która jako pierwsza mocno chwyci ten kanał komunikacji/grupę docelową – też pewnie zdobędzie laury zwycięzcy na jakimś konkursie🙂

Ja tylko błagam: niech to nie będzie konkurs polskich chórów kościelnych! To trochę inny repertuar i linia melodyczna niż w amerykańskim gospel🙂