CSR robi gigantyczną karierę w świecie korporacji. Bo idea piękna a i wizerunek się przy tym wzmacnia. Właśnie widzimy zderzenie idei z rzeczywistością.

gordon_gekkoDziś praktycznie w każdej większej firmie CSR jest gdzieś wpisany do strategii działania – no bo wypada a poza tym jak to dobrze wygląda. Również w CV managera, który może napisać, że poświęcał temu tyle uwagi.

Niestety, a może na szczęście, przychodzą takie chwile gdy na jaw wychodzi kto jest przyzwoity a kto tylko takiego udawał. Cudownie wykazuje to kryzys.

Zwłaszcza w przypadku szanownych instytucji finansowych. Na całym świecie, łącznie z matecznikiem kapitalizmu w USA, opinia o bankierach sięga bruku a nawet piwnicy.

Na ich tle Gordon Gekko wydaje się kawałem sympatycznego cynika. Bo jego „Chciwość jest dobra” była szczera i nie przypudrowana lukrem wielkich słów o odpowiedzialnym biznesie. Wszyscy wiedzieli, że Gekko jest szują – więc jeśli nie chcieli – nie musieli się z nim zadawać.

Niestety w przypadku instytucji finansowych było inaczej. Każda z nich mówiła, że jest odpowiedzialna i godna zaufania. Jednak żaden z dzisiejszych klientów Polbanku EFG, mBanku, Multibanku czy dziesiątków innych banków, nie przypomina sobie zapewne, aby którykolwiek z pracowników banku tłumaczył mu, co może się stać, gdy wzrośnie wartość franka lub spadnie wartość kupowanej nieruchomości.

Za to dzisiaj klienci są nakłaniani do samodzielnej zmiany warunków umów. Bo przecież klienci, jako odpowiedzialni dorośli, wiedzieli jakie umowy podpisywali. Taka prawdziwa społeczna odpowiedzialność biznesu w dobie kryzysu🙂

A ja sobie zapisałem taką wypowiedź z jednego forum:

„Spowiedź bankowca

Witam. Od 3 lat pracuje w oddziale jednego w większych banków w Polsce. Kiedy trafiłem tam od razu po studiach, myślałem ze złapałem Pana Boga za nogi.

Ludzie w pracy gadali w kolko o premiach i pieniądzach i mimo niskiej podstawy mieli niezłe pobory, właśnie z premii. Napchany wiedza teoretyczna wyniesiona ze studiów oraz +ustawiony+ na szkoleniach przedwstępnych na badanie potrzeb klienta i okazywanie mu zainteresowania oraz inne tego typu pierdoły, sadziłem ze praca polega na doradztwie klientowi jaka ofertę ma wybrać. Lokatę czy fundusz, kredyt czy kartę. Badanie poziomu akceptacji ryzyka, liczenie co się bardziej opłaca, możne debet możne karta. O słodka naiwności!
Szybko wyprowadzono mnie z błędu! Okazało się ze jestem tylko SPRZEDAWCA usług bankowych, ba nawet nie wszystkich usług ale tych która akurat są w TARGECIE.
Tak moi drodzy – to nie klient decyduje o tym co chce, ale BANK. Wchodzisz drogi kliencie do oddziału i chcesz założyć lokatę. Tymczasem wychodzisz zapakowany w ROR (obowiązkowo), kartę debetowa (obowiązkową do RORu – który przecież już masz), dostęp do internetu (żebyś mógł sprawdzić kiedy ta lokata się kończy) oraz kartę kredytowa założona pod zastaw lokaty (no bo przecież skoro masz lokatę to nie masz pieniędzy w portfelu a jak coś się trafi ciekawego do kupienie i okazja przeleci kolo nosa? tak tak – karta kredytowa jest niezbędna).

Kliencie chciałeś w 2007 roku założyć lokatę, a wychodziłeś zapakowany w TFI? To również nasza zasługa i zasługa TARGETU który jednoznacznie wskazywał, nam małym żuczkom w oddziałach, co maja klientowi proponować.
Na początku szlo mi opornie, miałem wyrzuty moralne, mówiłem klientowi o zagrożeniach z TFI. Skutek – rozmowa z kierownikiem, który ostawił mnie odpowiednio, grążąc zwolnieniem i obiecując premie. Nie dziwie się nawet mu, on tez jest rozliczany z TARGETU oddziału.
Tak wiec bezrefleksyjnie popychałem klientom TFI mówiąc 40% zysku – ach och.

We wrześniu 2007 gdy wiele wskazywało na to ze tąpniecie na giełdzie to nie tylko korekta i klienci zaczęli sprzedawać jednostki TFI, naszym zadaniem było przekonanie ich do wstrzymania się – to przecież tylko korekta.
Każdy musiał sie tłumaczyć z klienta, którego nie potrafił namówić do zatrzymania jednostek!
Towarzystwo zarabia przecież na opłacie za zarządzanie ukrytej w cenie jednostki, nie ważne czy giełda idzie w gore czy spada. Tak wiec jak mantrę powtarzaliśmy – to jest okazja by kupować a nie sprzedawać (kierownik już wyszedł z funduszy na górce a klientom powtarzał – okazja okazja).
Większość pracowników w moim oddziale dobierana była i jest pod katem umiejętności sprzedaży a nie wiedzy ekonomicznej. Bladego pojęcia na temat strategii inwestycyjnych (uśrednianie, piramidy) ale wyniki w sprzedaży TFI mieliśmy rewelacyjne. W razie wątpliwości poczytaj sobie FAQ pracowniku, tam są odpowiedzi na wszystkie pytania jakie może żądać klient. Tak wiec nawet 70letnie babcie brały fundusze okazyjne bo ten Pan tak ładnie o nich opowiadał.

Dlatego tez ostrzegam wszystkich – miejsce swoj rozum i bierzcie poprawkę na to co mówi Pan/Pani w okienku.

Pozdrawiam i przepraszam.

~Edek , 20.02.2009 10:20″

Cudowne? Prawda? Czy tego samego nie mógłby napisać pracownik piramidy finansowej Madoffa? Albo czy nie pasuje to do filozofii działania Gordona Gekko? Na pewno nie pasuje za to do jakichkolwiek dyrdymał o Społecznej Odpowiedzialności Biznesu, prawda?🙂

W bankach, podobnie jak w każdej innej firmie od góry do dołu siedzą zwykli ludzie. Tylko, że jedni zarabiają więcej a inni mniej. Ci ludzie, ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami, tkwią za biurkami czekając co miesiąc na swoją pensję. Nie interesuje ich żaden CSR – to wymyślił ich dział PR i Zarząd.

Ci ludzie, bez względu na to, jak ważni lub mili się nie wydawali, siedząc w okienku lub za biurkiem myśleli tylko o jednym – o Targecie i o Pensji.

A dziś są przerażeni, bo nasprzedawali różnych produktów finansowych i nagle ich szefowie, którzy wcześniej płacili im za to premie – każą im te produkty lepiej zabezpieczać. Więc to robią. To nie jest ich zła wola. Co najwyżej wymuszone potrzebą utrzymywania rodziny – skrzywienie zasad moralnych. Choć oni oczywiście to sobie zracjonalizują – tak już, my ludzie – jesteśmy – zbudowani.

Trzeba jednocześnie pamiętać, że tak naprawdę ani pracownicy tych banków ani tym bardziej ich prezesi, nie ponoszą praktycznie żadnej odpowiedzialności za sytuację w jaką wprowadzili tysiące swoich klientów oraz banki, w których pracują i którymi kierują.

Co najwyżej – pracownicy stracą pracę z powodu restrukturyzacji a Prezesi zostaną odwołani – otrzymując kosmiczne odprawy.

Po co to piszę?

Bo jestem zdziwiony zamilknięciem tych wszystkich piewców CSR i etyki, którzy jeszcze rok temu w tychże banakch wycierali sobie usta słowami „odpowiedzialność, etyka, dobre imię”.

Może po prostu okazało się, że Zarządom nie starczyło umięjetności, aby wprowadzić je w swoich firmach? No bo w to, że był to pic na wodę nie uwierzę🙂

A co mają zrobić klienci tych instytucji?

Zgodnie ze staropolskim przysłowiem – niech nauczą się liczyć tylko na siebie. Najlepiej nawzajem.

Niech nauczą się od klientów mBanku, którzy założyli mStop i NabiciwMbank. Niech się zorganizują i wspólnie walczą o swoje interesy.

Pojedyńczo, w świetle polskiego prawa klient ma niewielkie szanse na wygranie z bankiem. Prawo bankowe, jak sama nazwa wskazuje, jest prawem – bankowym🙂

Ale razem? Tysiącami? To już całkiem inny kaliber – zarówno medialnie jak i finansowo.

Tylko, że jak w przypadku każdej organizacji – żeby miała sens – musi mieć cel, zarządzających i kapitał. Pospolite ruszenie było dobre w czasach średniowiecznych – dziś nadszedł czas zawodowców – agencji PR, kancelarii prawnych, managerów. A jeżeli zastanawiacie się czy to się opłaci – to przeprowadźcie proste obliczenie – ile żąda od Was bank i skonfrontujcie to np. z miesięczną składką w wysokości 10-20 zł na rzecz założonego przez Was stowarzyszenia.

Więc nie stójcie jak… tylko zatroszcie się o swój interes🙂

Bo to Wy – tak i tak – za to wszystko płacicie🙂