Twitter stał się bardzo modny. Dlatego – Szefie – gdy przyjdzie do Ciebie spec od social marketingu i zacznie mówić o Twitterze – zapytaj go po prostu: „A ile mogę stracić?”🙂

Obstawiam, że ten marketingowiec nie załapie, że to ze skeczu „Kabaretu Dudek”, ale zbijesz go z pantałyku i zyskasz możliwość wytłumaczenia mu, co następuje:

Twitteromania i procentowa skala przyrostów jego użytkowników rzeczywiście robi wrażenie. Tutaj Ashton, tam Ophra, możliwość reklamowania się, przelewania pieniędzy, itp., itd.

Zawsze trzeba jednak stać mocno na nogach i nie zachłystywać się bezmyślnie nowościami – bo w przypadku ugruntowanych biznesów – może być to ryzykowne. Tak, tak – wiem! Kto nie ryzykuje – ten nie wygrywa – ale powiedzcie to tym geniuszom co wymyślili kredyty subprime. A jeszcze lepiej – tym mądrym finansistom, co je kupowali w „paczkach” na całym świecie🙂

Dlatego warto spojrzeć na wykres pokazujący 10 największych serwisów społecznościowych w USA w marcu br. przygotowany przez Marketingcharts. Pokazuje on procentowy udział rynkowy poszczególnych serwisów wśród korzystających z nich internautów.

hitwise-top-10-socnet-and-forum-sites-march-2009Jak widać – króluje MySpace z goniącym go w olimpijskim tempie Facebookiem. Twitter jest w porównaniu z nimi daleko, daleko z tyłu – choć należy pamiętać, że już wyprzedza serwis Windows Live Home i Yahoo! Profiles.

Teraz słowo o modzie. Dlaczego Twitter jest ostatnio tak „popularny” – albo inaczej – dlaczego tak dużo się o nim mówi?

A dlaczego miłośnicy samochodów sportowych są w stanie godzinami rozprawiać o ich tuningu?🙂

Poniższy wykres, pokazujący popularność wśród marketingowców – poszczególnych mediów sieciowych, jest odpowiedzią na to pytanie:

social-media-industry-report-commonly-used-social-tools-march-2009Źródło: Marketingcharts.

Widać na nim, że marketingowcy również lubią nowe zabawki🙂 Zarówno ludzie zawodowo komunikujący się z rynkiem w ramach social web – jak i ludzie go zawodowo opisujący – polują na każdą nowość – niczym ci tuningowcy na nową turbosprężarkę.

Oddajmy co cesarskie Cesarzowi – spece od marketingu nie robią tego TYLKO dlatego, że Twitter jest fajną nowinką. Nie chcą po prostu przegapić nowego kanału, który, jak w wyścigach Formuły 1 – niczym magiczne dyfuzory w teamie Brawn GP – wyniosą ich na szczyt wyścigu. Ci ludzie pamiętają jak robił karierę Google, widzieli wzrost Youtube a dziś oglądają triumfalny pochód Facebooka. Nie chcą przegapić pojawienia się czegoś, co stanie się równie funkcjonalne jak wymienione wcześniej serwisy.

Stąd to zamieszanie wokół Twittera. Mimo, że ze świecą szukać tego, kto potrafił przenieść jego wirtualny byt na realne pieniądze. No może poza Kogi – ciężarówką z jedzeniem na wynos jeżdżącą po Los Angeles🙂

Jednak zapytani o korzyści płynące z marketingu w serwisach społecznościowych, wymieniają co następuje:

social-media-industry-report-benefits-marketing-stelzner-march-2009

Źródło: Marketingcharts.

Co oznacza, że w świecie, gdzie 95 proc. internautów myśli lub tak deklaruje, że już korzysta z różnorakich serwisów społecznościowych, oznacza, że każda nowość dająca szansę zwiększenia audytorium przekazywanych komunikatów marketingowych – będzie wykorzystywana maksymalnie.

social-media-industry-report-stelzner-social-media-use-march-2009Źródło: Marketingcharts.

Jednak niewielu z tych marketingowców będzie potrafiła precyzyjnie pokazać – gdzie w Twitterze leżą pieniądze dla ich firm.

Dla nas oznacza to jedynie, że Twitter jest nowym narzędziem – w większości czekającym na odkrycie drzemiących w nim możliwości.

Dlatego, gdy pojawi się u Ciebie, Szefie, ten marketingowiec mówiąc o tym, że trzeba wejść na Twittera – zapytaj się go, czy ma pomysł na zarobienie kasy czy tylko na ćwierkanie o sobie.

A później przysiądź razem z nim – i popracuj nad czymś nowym – co pozwoli Ci zarobić – lub oszczędzić – na tym realne pieniądze.

I może sobie w ten sposób wyhodujesz sobie kolejną (?) dojną krowę lub – pozostając w tej sferze kulinarnej – sam spijesz śmietankę?🙂