Przychody wydawnictw lecą na łeb, na szyję. Nakłady spadają. A ja uważam, że wydawnictwa wkrótce się odbiją. Dlaczego? Forrester Reaserch właśnie opublikował raport, z którego wynika, że świetlana przyszłość czeka… eReadery.

q1 2009 newspaper ad sales rate

Ja się nie dziwię, że właściciele wydawnictw drżą...

Newspaper Association of America opublikowało dane statystyczne, z których wynika, że przychody z reklam w prasie w USA spadły w ciągu 4 lat o o 1/3.

Sięgnął do nich Alan D. Mutter, przeanalizował je i stworzył powyższy, brzydki, wykres, który robi właśnie karierę w internecie.

Każdemu, kto chciałby jednak załamywać ręce nad tymi danymi proponowałbym sięgnięcie do źródła, czyli do powyżej zlinkowanej strony NAA, która zawiera znacznie więcej ciekawych danych. Łącznie z tymi, że obecnie w USA sprzedaje się tyle samo gazet, co w 1966 roku i wykazaniem, jaki rodzaj prasy, najbardziej dostaje w tyłek. I dopiero po zapoznaniu się ze wszystkimi danymi – zacząć wyrywać sobie, lub w przypadku łysiejących szefów – sekretarce – włosy z głowy.

Te dane pięknie wpisują się w lament wydawców na całym świecie o tym, że ich czytelnicy odchodzą do internetu, który to kradnie im ich content i rozdaje go za darmo.

Wydawnictwa tradycyjne szukają sposobu na pobieranie opłat za ten content i szamocą się w poszukiwaniu sposobu na ponowne przyciągnięcie uwagi czytelników, którzy od nich odeszli, uwiedzeni przez ciekawszy i bardziej przyjazny, internet.

Według mnie, rozwiązaniem części ich problemów będzie prognozowany przez Forrester Reaserch wzrost sprzedaży czytników, tzw. e-readerów oraz e-książek. Ba! Forrester, który nie tak dawno twierdził, że Kindle i jemu podobne zostaną produktem niszowym, stwierdza, że rynek e-readerów jest „gorący”.

Jak wiadomo, tylko krowa nie zmienia zdania, a w przypadku rynku internetowego to zdanie można zmieniać co pół roku, nie tracąc twarzy. Trzeba jednak przyznać, że ta nowa prognoza Forrestera ma sens.

Firma ta uważa, że w najbliższych latach rynek ten rozwinie się gwałtownie, dzięki zwiększeniu przyjazności czytaników dla ich użytkowników, obniżce ich cen oraz znaczącemu powiększeniu się dostępnego dla nich contentu.

I coś w tym jest, ponieważ wystarczy popatrzeć jak wiele osób – z USA – na Twitterze, co chwila z dumą informuje, że idzie poczytać swojego Kindla. E-readery są dziś na salonach, a jutro wejdą pod strzechy.

Poniższy wykres pokazuje, jak, w ciągu najbliższych 5 lat, zmienią się same czytniki, stając się – moim zdaniem – fantastycznym narzędziem do… czytania.

forrester_ereaders_adoption_curve_jun09

Czytnik: wygodny, kolorowy, niedrogi i z możliwością oglądania filmów. Sam sobie sobie taki kupię!

Czytniki przestaną być Kindlowatym gadżetem z czarno-białym epapierem i staną się; wyposażonymi w kolor, animacje, filmy, on-linowymi i tanimi… zamiennikami gazet i magazynów. Będą małe, tanie, poręczne i o wiele bardziej praktyczne niż dzisiejsze wydawnictwa papierowe. Kto im się oprze?

Jak wiadomo, samo zarządzanie contentem w przypadku tego typu platform jest banalnie proste. Wystarczy spojrzeć na mechanizmy stosowane przez Amazon w Kindle lub… Apple w AppStore i iPhonie. Zwłaszcza ten ostatni, jest przykładem na to, że odbiorcy chętnie płacą za content – pod warunkiem, że mogą to zrobić łatwo, a sam content jest dla nich interesujący.

Dlatego uważam, że lament wydawców jest przedwczesny. Ci z nich, którzy potrafią robić ciekawe, unikalne i rzeczywiście oparte na własnej pracy redakcji materiały – przetrwają i będą się doskonale rozwijać. Muszą tylko nauczyć się pracy w sieci oraz funkcjonowania jako część społeczności swoich czytelników. Powtórzę! Jako jej część a nie fundament.

Muszą w związku z powyższym, porzucić swój mentorski ton oraz pracować nad fachowymi umiejętnościami dziennikarzy.

Wielu dziennikarzom będzie trudno zrozumieć, że dla ludzi żyjących z giełdy lub hodowli pieczarek nie są już Autorytetami, bo oni znają się na tej tematyce o wiele lepiej od nich i mają dostęp do tych samych danych źródłowych. Dziś, czytelnicy poszukują komentatorów, reasercherów – osób, które pomogą im dotrzeć do najciekawszych informacji z oceanu danych, który do nich trafia. Nie potrzebują już Pana Redaktora, który pomoże im zinterpretować rzeczywistość – za to potrzebują ciekawego rozmówcy, z którym będą mogli o tym porozmawiać.

I to właśnie jest największa zmiana, która czeka wydawców – muszą nauczyć się dialogu z czytelnikami. A sądząc po ostatniej, publicznej, prośbie Red. Krasowskiego o pieszczoty – nie wszyscy są na to mentalnie przygotowani.