Wydarzenia w Iranie są trudne do ogarnięcia. Na Twitterze co minutę pojawia się kilkaset nowych wiadomości dotyczących tego kraju. Jesteśmy zalewani strumieniem informacji, który pozwala nam już nie „na żywo”, ale „TU” i „TERAZ”, obserwować, co się tam dzieje.

iranelection

Po raz kolejny Twitter pokazuje swoją moc.

Obowiązujący dziś model przekazywania informacji przez media tradycyjne wygląda tak:

Coś się dzieje w odległym zakątku świata. Chwilę czekamy, aby sprawdzić, czy jest to naprawdę coś ważnego. Podejmujemy decyzję i angażujemy ludzi i niebagatelne środki, aby się tam znaleźć. Lecimy tam. Zaczynamy relacjonować to, co udało się nam tam zobaczyć. Nasz jeden lub dwóch dziennikarzy na miejscu próbuje dowiedzieć się czegoś więcej i jeśli ma szczęście i ma jakieś wartościowe kontakty w tym kraju – próbuje od nich uzyskać ciekawe informacje. Następnie próbuje je zsyntezować i przekazać swoim czytelnikom/widzom.

A tak wygląda DZIŚ, we wtorek, 16 czerwca, przekazywanie informacji przez social media:

Coś się dzieje w odległym zakątku świata. Ludzie, którzy tam mieszkają, na bieżąco przekazują nam i sobie nawzajem, przez social media (Twitter, blogi, Facebooka, itp) informacje: co widzą, co słyszą, co wiedzą. Wysyłają zdjęcia, filmy, twarde dane do których mają dostęp, oraz mnóstwo innych informacji, które są jakoś związane z tym wydarzeniem. Wśród nich są prości obserwatorzy wydarzeń, ale również wiarygodni urzędnicy, eksperci. Sami musimy je z syntezować i zrozumieć.

Na naszych oczach powstaje nowy model dziennikarstwa, który;

poprzez swoją masowość, jest:

1. bardzo trudny do zmanipulowania,

2. i poprzez to, bardzo wiarygodny.

A dzięki przekazywaniu informacji z TU i TERAZ:

1. pozbawia media tradycyjne ich niegdysiejszej zalety jaką był szybki czas reakcji na wydarzenia. Można powiedzieć, że po prostu je deklasuje pod tym względem.

Teraz tylko trzeba chwilę poczekać, aż się pojawią strony typu allvoices.com, które automatycznie zagregują ten strumień informacji ze źródeł typu Twitter/Facebook/Youtube/itp. i przedstawią go czytelnikom jako spójny zapis wydarzeń on-line.

Już nie mogę się doczekać takiego multimedialnego Twittera, w którym będę mógł serfować przez interesujące mnie wątki: nie tylko je obserwując, ale również mogąc je pogłębiać poprzez wchodzenie w dany temat „głębiej” i poprzez rozmowę z ich uczestnikami.

Tego Orwellowski Big Brother nie przewidział.

I może wtedy tradycyjne media zajmą się tym, czym będą się, tak i tak, wkrótce tylko zajmować: pogłębionymi analizami, komentarzami, reportażami.

Mi się ta perspektywa podoba🙂