Tak sobie myślę, że jeśli dziś, w jakiejś firmie, pracownicy działu sprzedaży nie mają dostępu do social media w pracy, to z tą firmą jest coś nie tak. Albo raczej z jej szefem.

social-web-researchObrazek pochodzi ze strony Social Web Reaserch

Jak wynika z badań Facetime, szefowie IT w firmach, mają coraz mniej zastrzeżeń przeciwko dostępności do social media w firmowych sieciach. No, ale im chodzi o bezpieczeństwo. Ciekawe jak to wygląda w przypadku szefów innych działów.

Taki np. dział sprzedaży. Ludzie tam zatrudnieni siedzą tam po to, aby generować coraz większą sprzedaż dla firmy. Oczywiście, aby im się to udało ważny jest sam produkt, jego cena, itp. itd. ale… wszystko zależy tak naprawdę od umiejętności sprzedawców.

A jednym z atutów dobrego sprzedawcy jest otwartość na ludzi i umiejętność nawiązywania z nimi dobrych relacji. Więc social media są dla niego w takim przypadku stworzone. Facebook jako miejsce, gdzie można pochwalić się zdjęciami z ostatniej imprezy, Twitter (Blip, Flaker), gdzie można szybko skomentować najnowsze informacje z rynku, na którym działamy czy też LinkedIn pomagający rozszerzać naszą sieć sprzedaży.

Social media są pod tym względem wymarzonym miejscem dla ludzi z działu sprzedaży. Jednak uwaga! Nie dla wszystkich.

Nie jest to, np. miejsce dla sprzedawców-uwodzicieli lub akwizytorów. Dwa słowa o nazewnictwie: Sprzedawca-uwodziciel, to taki typ, który po prostu uwodzi klienta a potem go wykorzystuje (bez skojarzeń proszę), a sprzedawca-akwizytor, to taki, który klienta ogłusza i wciska mu produkt na siłę🙂 Czyli są to osoby nastawione tylko na chamską sprzedaż a nie na żadne budowanie relacji.

Dlaczego social media nie są dla nich? Ponieważ relacje, jakie się w nich buduje, są prawdziwe. Będąc znajomymi na Facebooku, nie stajemy się od razu przyjaciółmi, ale jednak nasza znajomość tam, ma charakter bliższy niż znajomość stricte zawodowa.

A to niesie ze sobą konieczność postępowania etycznie. Nikomu w gronie moich znajomych na FB nie mogę zaproponować moich usług i produktów wiedząc, że tak naprawdę ich nie potrzebują. To znaczy mogę, ale – gdy się zorientują – automatycznie skreśli mnie to z grona ich znajomych. Trzy, cztery takie numery i w social mediach (podobnie jak normalnym życiu zawodowym) nie mam czego szukać.

Bo pamięć internetu jest wieczna. I w tym przypadku – to jest jego zaleta.

Dział marketingu. Logistyki. Finansów. W każdym z nich pracują ludzie, którzy w ramach swoich obowiązków zawodowych, muszą kontaktować się z innymi ludźmi w otoczeniu firmy.

Dziś robią to indywidualnie. Pani Krysia z działu Logistyki dzwoni do Pana Romka z firmy spedycyjnej i załatwia co trzeba. Gdy Pani Krysia wyjeżdża na urlop, to powstaje problem, kto ma się kontaktować z Panem Romkiem. Znamy to z własnego podwórka.

W social web, gdy i Pani Krysia, i Pan Romek i szef Pani Krysi i Pana Romka  i ich koleżanki i koledzy z działów są znajomymi na Facebooku, albo i, jeszcze lepiej, znajomymi na Twitterze – te problemy stają się mniejsze. Wzrasta wiedza samych organizacji o sobie, a pracujących w niej ludzi, o zadaniach koleżanek i kolegów z pracy. O promocji naszej marki i kultury firmy, już nie wspomnę. Pisałem zresztą o tym, przy okazji dodatku o social mediach w Businessweeku.

Oczywiście, aby taki schemat działał, w social media musieliby się znaleźć wszyscy. Ale tak się wkrótce stanie. Tak jak na biurku każdego pracownika pojawiły się komputery a w kieszeni komórki.

Więc się zapytam: Szefie! Czy Twoi ludzie mają otwarte na pulpitach swoich komputerów Twittery i Facebooki? I czy w gronie swoich znajomych, mają tam tylko ciotki i przyjaciółki z liceum, czy też znajomych z grona Waszych klientów?

Warto się nad tym przez weekend zastanowić.