Szafa Sztywniary to taki blog o ciuchach. Duży blog dodam. Firma Nikon dociera właśnie na nim do targetu, do którego, za Chiny, by za te pieniądze, w tradycyjny sposób nie dotarła.

To blog... lifestylowy.

Kto jest grupą docelową tego bloga? Patrząc na komentarze i zdjęcia na blogu – młode kobiety, aspirujące, dobrze wykształcone – i sympatyczne🙂

Biorąc pod uwagę widoczny w ostatnich latach boom na fotografowanie i popularność tego zajęcia wśród kobiet – świetna grupa docelowa na promocję aparatów fotograficznych. I to nie byle jakich, tylko lustrzanek cyfrowych.

Czyli tych okropnych dużych pudełek, w których, aby wykonać zdjęcie, trzeba coś tam poustawiać i – o zgrozo – pomyśleć!🙂

Firma Nikon zaproponowała autorce, że ofiaruje jej lustrzankę, drugą wręczy jej czytelniczkom w ramach konkursu a autorka będzie sygnować od tej pory wszystkie wykonane przez siebie zdjęcia logiem Nikon oraz umieści, na miesiąc, na swoim blogu reklamę tego aparatu.

Skąd to wiem?

Bo autorka wszystko to dokładnie opisała i ucieszyła się szczerze. Ucieszyły się z tego, też jej czytelniczki – co widać po kilkudziesięciu komentarzach na blogu.

I w ten sposób firma Nikon ma genialny, pozytywny, autentyczny buzz za kilka tysięcy zł w sprzęcie🙂

To świetny przykład na to, jak firmy poprzez social media mogą docierać do ciekawych grup docelowych. Bo na pierwszy rzut oka – co ma jakiś tam ciuch z lumpeksu do aparatów? Jak widać po treści komenatarzy – ma. I to całkiem sporo.

Oczywiście to nie pierwszy przykład tego typu sponsoringu na polskich blogach. Ten jednak chciałem opisać, bo w przeciwieństwie do wielu innych – nie opierał się na prostej zasadzie: robię sprzęt foto – zasponsoruję blog o – a jakże – o foto🙂

I na koniec łyżka dziegciu do tej beczki miodu.

Przed podjęciem decyzji o podobnej akcji sponsoringowej warto się dokładnie przyjrzeć medium (blogowi) w którym będzie ona przeprowadzona. Nie mam tu na myśli tylko  twardych wskaźników typu liczba UU, ale również (a może i przede wszystkim) – formie w jakiej dany blog jest prowadzony. Bo są takie, które rzeczywiście można nazwać eksperckimi, ale są również takie, które przy podobnych parametrach zasięgu, bardziej przypominają mieszaninę mydła i powidła.

Jak w tradycyjnych mediach – są te bardziej i mniej poważane.

Są takie, które wejdą w każdą złożoną im propozycję sponsoringową. Ale są też takie, które dbają o swoją markę i o swoich czytelników – i dokładnie je wybierają.

I to trzeba mieć na uwadze.