Archives for the month of: Kwiecień, 2010

Fan Page Coca-Coli jest jednym z największych na świecie. Jak oni to ogarniają?

Opowieści Coca-Coli – a dokładniej szefa jej światowego marketingu interaktywnego Michaela Donnelly – o tym jak pracować na tak wielkim Fan Page warto posłuchać.

Coca-Cola jest tą firmą, która zapytana o to jak zdobyła pierwszy milion fanów na Facebooku może odpowiedzieć niczym anegdotyczny Rockefeller – w skrócie – że odziedziczyła.

Każdy, kto zna tą firmę i jest nią nieco zainteresowany – po jej pojawieniu się na Facebooku – został jej fanem.

To samo dotyczy tysięcy innych firm, które działają na rynku od lat i automatycznie, po wejściu na platformy społecznościowe, zdobywają rzesze „fanów” (lubisiów), znających ich ze świata realnego.

To nie problem. Taka „społeczność” powstaje automatycznie – w końcu pieniądze wydawane latami na promocję brandu nie są wydawane na darmo.

Problem jednak zaczyna się, gdy pracując na takich rzeszach fanów (w przypadku Coca-Coli to jest dziś 5,43 mln osób), chcemy budować wśród nich rzeczywiste zaangażowanie w świat marki. Tutaj nie porozmawiamy z każdym, nie podziękujemy za miły wpis, nie damy rady robić tego wszystkiego co w przypadku mniejszych Fan Page – np. firm B2B – wychodzi tam naturalnie i skutecznie. Siłą rzeczy środek ciężkości moderacji takiej strony przechodzi w ręce fanów.

Trochę na ten temat – co w takiej sytuacji robić – można dowiedzieć się z poniższej prezentacji.

No wszyscy wiemy – od punktu siedzenia. Ale jak nas niektórzy przekonują – również od tego jak patrzymy na świat 🙂

via I’m bored

Viren Bhandari – współwłaściciel firmy Avanti posiadającej dziewięć sklepów internetowych uruchomił swój własny, autorski sklep na Facebook-u – FbShop. Niedługo taki sklep będzie można też wydzierżawić dla siebie 🙂

Kim jest Viren Bhandari? To facet, który zawstydził wszystkich polskich Turbodynamenów e-commerce. Może nie ma w swoich sklepach takich obrotów jak oni, ale za to jego wszyscy znają i lubią 🙂 I to on uruchomił pierwszy polski sklep na Facebooku 🙂

Dlaczego Facebook? – To proste: idziemy tam gdzie są ludzie – odpowiada Viren Bhandari. – Podstawowym problemem każdego sklepu internetowego jest dotarcie do klientów. Naszą aplikację dla serwisu Facebook można porównać do pawilonu handlowego w ruchliwym punkcie dużego miasta. Tutaj dużo łatwiej pozyskać pierwszych klientów.

Skarpetkowo na Facebooku. Czy jakaś inna wiodąca marka konsumencka ma już tam swój sklep? 🙂

To pierwsza polska aplikacja tego typu. I nie wiem dlaczego – również jedna z niewielu na świecie. Wystarczy spojrzeć w wyszukiwarkę Facebooka lub Google, aby zobaczyć, że liczba takich aplikacji jest niezwykle mała a wiele z nich nie jest już rozwijanych. Dlaczego? – Jest mało bo chyba jeszcze nikt nie wymyślił jak skutecznie korzystać z social media – zastanawia się Viren. – Jak bez spamowanie użytkowników powiększyć sprzedaż, jak budować świadomość marki. I dodaje: – Dla mnie najważniejsze zawsze było to, aby być blisko ludzi, komunikować się z nimi rozmawiać. I to nie tylko na temat produktów, które mam do sprzedania. I jestem przekonany że ta aplikacja da mi jeszcze więcej satysfakcji z tego co robię.

Czytaj resztę wpisu »

Raffi Krikorian zanalizował dane, które zawiera w sobie jeden mały Twitt. Jest ich naprawdę sporo.

Jeden mały Twitt a tak wiele danych. A niedługo dojdą kolejne...

Jego informacje podchwyciły serwisy ReadWriteWeb oraz Gizmodo i tą drogą trafiły do mnie.

Uważam, że warto, aby na ten obrazek spojrzeli marketingowcy. Pokazuje on bowiem jak wiele interesujących, z ich punktu widzenia, danych znajduje się w tak – wydawałoby się prostym – nośniku informacji jak mikroblog.

Czytaj resztę wpisu »

Moderacja stron na platformach społecznościowych to element content marketingu. To trudna sztuka – co widać po tych wszystkich profilach, który mamy zazwyczaj na Facebooku „ukryte” 🙂

Dlatego z wielką przyjemnością chciałbym wskazać świeży, dzisiejszy przykład jak to zrobili zawodowcy z Wyborczej. Połączenie wstępu na Fb z tytułem linku jest, moim zdaniem, wzorcowe.

Przypomina mi to trochę czasy, gdy w Wyborczej bardzo dużo czasu i kreatywności poświęcono na tworzenie tytułów, których nie da się przeoczyć. Później, niestety, Wyborcza spoważniała. Może na Fb ta tradycja odżyje? 🙂

Zawodowstwo 🙂

Ta animacja mówi nam trochę na temat świata, w którym żyjemy. Może kogoś, w piątek, natchnie, aby na chwilę się wyłączył z tego zalewu informacji?

Kliknij, aby obejrzeć.

Marketing w social media kosztuje. ROI to prosty wskaźnik ekonomiczny. Mierzy się go zawsze w złotówkach i groszach, nie w przyjaciołach, fanach, zwolennikach czy w żadnej innej niefinansowej nazwie.

Podoba się? To przeczytajcie te kilka kartek stworzone przez Espresso.

View this document on Scribd

Drodzy Prezesi – następnym razem, gdy przyjdzie do Was dyrektor marketingu, aby porozmawiać o tych social mediach – wydrukujcie to sobie i trzymajcie pod ręką. Nie dacie się zagiąć 🙂

A poważniej – w miejsce Digg wrzućcie Wykop.pl a do Twittera dorzućcie Blipa. O tych poniżej – na razie nie myślcie. I będzie pasowało również do naszego rynku.

Źródło: CMO

Tak proponuje Marta Kagan z Espresso w swojej najnowszej prezentacji „The (Ugly) truth about viral marketing”.

A ja czytam zazwyczaj jej wypowiedzi bardzo uważnie. Nie tylko z tego powodu, że jest autorką najpopularniejszej chyba na świecie prezentacji „WTF is Social media”? Także dlatego, że jej firma tworzy wiele interesujących kampanii dla największych firm w USA.

W najnowszej prezentacji skupia się na tym, że dzisiaj sam marketing wirusowy to za mało, aby mówić o skutecznym docieraniu do Klientów. I każdy, kto ma coś wspólnego z prowadzeniem „Fan Page” na Facebooku lub innymi działaniami pro sprzedażowymi lub tylko wizerunkowymi na platformach społecznościowych – szybko zrozumie o co jej chodzi.

Sam, najlepszy nawet wiral, nie wystarczy, aby tworzyć zgraną i wartościową społeczność wśród swoich Klientów. Przepraszam – Fanów 🙂

Amerykanie, a ich wzorem reszta świata, mają zabawną dla wielu z nas manierę używania mocnych, acz od czapy, sformułowań mających podkreślić ich fachowość w różnych dziedzinach.

Czyli Guru, Ewangelista a od pewnego czasu Ninja. Z dowolnym rozszerzeniem: marketingu, sprzedaży, social mediów, zarządzania, programowania.

A pewnie jakby poszukać to by i sprzątania się znalazło lub gotowania.

Zauważył to również LinkedIn, który poszukał w swoich zasobach i na swoim blogu umieścił dwa wykresy:

Coraz więcej Ninja na Linkedin. Powoli zbliżają się do Guru...

A Guru właśnie przegrali z Ewangelistami...

Myślę, że kilku moich znajomych powinno uaktualnić swoje profile na LinkedIn.

Ale ja się nie będę z nich nabijał, bo coś mi po głowie chodzi, że kiedyś, gdzieś w jakimś katalogu Twittera – wzorem obecnych tam właśnie amerykanów – napisałem o sobie coś podobnego 🙂

Nic – trzeba teraz ponieść konsekwencje 🙂

%d bloggers like this: