Archives for posts with tag: Design

Niektórzy uważają, że jedyną szansą dla wydawnictw w dzisiejszych czasach jest opakowywanie wartościowego contentu w tak dobry design, aby powstała w jego ramach np. infografika, sama w sobie była już wartością informacyjną dla czytelnika.

Wprawdzie w Polsce ta wiedza nie może się przebić do świadomości wydawców, ale jestem przekonany, że nawet jeśli Ci obecni upadną, to pojawią się na ich miejsce nowi, którzy to świetnie zrozumieją.

I którzy uważnie słuchają takich ludzi jak Jacek Utko, którzy o tym mówią już od dawna.

Może dzisiejsza prezentacja tabletu przez Steva Jobsa otworzy niektórym z nich oczy i zrozumieją, że ich przyszłość leży w rozwiązaniach takich jak te zaprezentowane w Sports Ilustrated.

Tom Peters już od dziesięcioleci powtarza, że w dzisiejszej gospodarce opartej na wiedzy równie mocno jak dobry produkt liczy się jego design i ergonomia. A jak to jest trudne do osiągnięcia najlepiej okazuje fakt, że o niewielu firmach możemy powiedzieć, że opanowały tą sztukę do perfekcji.

Poniżej przedstawiam ładną i w pełni zrozumiałą – już na pierwszy rzut oka, infografikę przygotowaną przez GOOD Magazine odpowiadającą na pytanie: które kraje przeznaczają największą pomoc dla Haiti. To przykład na to, jak się powinno komunikować w dzisiejszych czasach z czytelnikiem – gdy jest się zawodowcem w tej dziedzinie.

Polecam ją również – a może przede wszystkim – w formie interaktywnej – na stronie GOOD Magazine.

We flash-u ta infografika jest o wiele sympatyczniejsza. A może mała zabawa? Znajdź tam Polskę...

Kompanio Piwowarska! Heinekenie! Carlsbergu! Producencie opon! Beczek! Pralki Frani! Założę się, że takie gadżety z Waszym logiem rozchodziłyby się po knajpach, biurach i mieszkaniach jak ciepłe bułeczki. Ale Wy na to nie wpadliście!

r2d2r2d2Kolejny pomysł pokazujący, że nie liczy się duży budżet, ale pomysłowość. Tutaj, artysta Paul Loughridge, zrobił ze śmieci: starej piwnej 5 litrowej kegi, starego obiektywu i kilku innych odpadków – marzenie każdego mężczyzny – R2D2.

r2d2b

Więcej na ten temat oraz czat z artystą można przeczytać na stronie fanów Gwiezdnych Wojen.

Świetny marketing to świetne pomysły. Tylko taki komunikat przebije się przez papkę serwowaną nam przez otoczenie. To truizm. Ale jakże ciężki do osiągnięcia!

Więc marketingowcy – zamiast nowego kalendarza a’la Pirelli lub Lavazza rozejrzyjcie się wokół siebie. Może jest coś w Waszej firmie, co po dołożeniu pół kilo Waszych lub agencyjnych przemyśleń zamieni się w najpopularniejszy gadżet sławiący Was jak i Waszą firmę. I przede wszystkim – który pokochają Wasi klienci.

Gdy złamiesz nogę i musisz poruszać się o kulach jedną z największych niedogodności bywają… same kule. Zwłaszcza gdy chcesz wsiąść do samochodu.

collapsiblecrutches4

Kolejny pomysł z mojego ulubionego gatunku „ostry jak brzytwa – czyli prosty„. Powyższe kule zaprojektowane przez Jonathana C. Smitha (via Yanko Design) są nie tylko ergonomiczne – są o wiele stabilniejsze (patrzcie na tą szeroką, gumową „nóżkę”) od tych, które znamy z naszych ulic a na dodatek są teleskopowo składane – co znacząco ułatwia np. przemieszczanie się osobie niepełnosprawnej samochodem.

To pomysł z gatunku tych oczywistych. Gdy go widzimy to stukamy się w głowę i mówimy: „Kurcze! To proste!”.

Jednocześnie, dla mnie, to pomysł pokazujący jak wielkie możliwości tkwią w naszej codziennej działalności. Wystarczy spojrzeć jeszcze raz na to co robimy i się zastanowić: „jak to uprościć?”, „jak to jeszcze bardziej dopasować do klienta?”.

Wielokrotnie się z tym spotykam, gdy podczas rozmów z klientami dochodzimy do wniosku, że pewne rzeczy możemy usprawnić. Zazwyczaj niewielkim nakładem sił i środków.

Uprościć proces zamówienia. Zmniejszyć liczbę pól koniecznych do wypełnienia formularza. Uprościć kontakt z klientem.

Czy też zlikwidować w IVR niepotrzebne menu. (Orange, Telewizjo N – nienawidzę Was za to! 🙂 )

A teraz powiedz: co Ty ostatnio uprościłeś w swojej firmie?

Ile razy szlag Cię trafiał przy próbie założenia nowego konta lub uruchomienia nowego odkurzacza? Tak to jest gdy projektanci zapominają o kimś najważniejszym – użytkowniku.

imagessimply-20remoteZdjęcie pochodzi z Bitsandpieces.us

Powyższy „Pilot dla babci” to przykład totalnej porażki większości firm produkujących urządzenia elektroniczne. Halo! Czy tam pracują w ogóle jacyś ludzie?

Problemy z funkcjonalnością pojawiają się w każdej dziedziny życia. Spróbuj wypełnić PITa, założyć lokatę lub – nie daj boże – załatw coś w jakimś urzędzie.

Ponieważ ludzie mają tendencję do bezmyślnego projektowania od początków swojego istnienia, pojawiła się cała dziedzina nauki zajmująca się tą tematyką – ergonomia. Dziś prawie każdy absolwent wyższej uczelni może znaleźć w swoich starych zeszytach notatki z zajęć o tej tematyce, co nie zmienia faktu, że ilość głupoty zalewająca nas na z każdym urządzeniem, usługą czy też stroną z prasy lub internetu – jest porażająca.

Przypominam sobie, gdy w latach 90-tych w banku, w którym pracowałem zabraliśmy się za upraszczanie odziedziczonych mentalnie jeszcze po poprzednim systemie, procedur koniecznych do założenia konta osobistego. Zeszliśmy z 30 minut do 5. Łatwo można było policzyć finansowe korzyści wynikające z tak przyspieszonej obsługi klienta. Czysty pieniądz! Co z tego – po 2 latach znowu było 15 minut. I zabawę trzeba było zacząć od początku. To było jak rak – nie zlikwidowane na samym początku – odradzało się wciąż i wciąż.

Każda organizacja musi, już na samym początku, skupić się na najważniejszej osobie dla której istnieje – czyli na kliencie (petencie, pacjencie, czytelniku – niepotrzebne skreślić). Myślenie o ergonomii lub nazwijmy to – przyjazności dla użytkownika – musi być wpisane, niczym  DNA,  w podstawy funkcjonowania każdej firmy i urzędu!

Wystarczy popatrzeć na Apple i Microsoft – gdzie pierwsza z tych firm jest stawiana za wzór funkcjonalności, a druga – napewno nim jest. Kto ma procentowo wyższą liczbę wiernych, ponawiających zakupy i godzących się na płacenie wyższych marż a przy tym bardziej zadowolonych klientów? Oczywiście Apple.

Wizytówka z imieniem i nazwiskiem w okienku Google wydaje się, na początku, niepraktycznym pomysłem. Choć im dłużej na nią patrzę, tym bardziej mi się podoba 🙂

googlecard

Prawdziwy nowojorczyk (patrząc na jego cv) i błyskotliwy designer Ji Lee – wymyślił sobie wizytówkę. Jest po prostu świetna! Prostota pomysłu powoduje, że jego przekaz jest po prostu powalający. O drugim, bardziej filozoficznym dnie już nie wspomnę.

Wręczając komuś taką wizytówkę, Ji Lee powoduje, że ta osoba nie otrzymuje nudnych danych teleadresowych lecz trafia od razu na jego stronę internetową, prezentującą doskonałe portfolio. Prawdziwa brzytwa. Ockhama oczywiście.

Poniżej prezentuje kilka innych jego błyskotliwych prac:

Za Gizmodo.com i Ji Lee site.

%d blogerów lubi to: