Archives for posts with tag: Google Maps

W ostatnim kwartale ubiegłego roku na świecie sprzedało się więcej smartfonów niż pecetów. Jesteś detalistą? W pierwszej kolejności to Ty zrozumiesz, co to znaczy.

Producenci komputerów osobistych dostarczyli w tym czasie 92,1 mln jednostek a smartfonów 100,9 mln urządzeń.

Ta informacja nie powinna dziwić żadnego szefa marketingu. Trendy pokazujące, że to się stanie, były jasne co najmniej od dwóch lat. W tym czasie smartfony zmądrzały, zmalały, stały się proste i co ważne – tańsze.

Jednak najważniejsze co się wydarzyło, to powstanie wokół rynku smartfonów środowiska wykorzystujące ich możliwości. Aplikacje tak jak Foursquare, Gowalla, Instagram, Mobilny Facebook czy też „tradycyjny” Google Maps stały się przydatne przeciętnemu Kowalskiemu.

Jesteście gotowi na mobile marketing?

Już dziś: – Jesteś u nas 10 raz? Darmowa kawa czeka! Zajdziesz do nas? To kupisz teraz perfumy za połowę ceny. – dowiadują się co chwila, dzięki swoim smartfonom, klienci.

To proste i wymierne dla naszej kieszeni komunikaty. Dlaczego z nich nie skorzystać?

Z drugiej strony, właściciele firm mają w końcu metodę na to, jak dotrzeć do wszystkich zainteresowanych. Nie muszą już zdawać się na skuteczność lub pamięć hostessy czy sprzedawcy. Pewne działania sprzedażowo-promocyjne mogą zautomatyzować pozbawiając się słabego ogniwa, którym bywa znudzony lub leniący się pracownik.

„Kupiłeś już u mnie 9 kaw! Należy Ci się dziesiąta gratis. Smacznego”. „Robię dzisiaj z dystrybutorem promocję tych perfum. Muszę przyciągnąć na nią jak najwięcej Klientów. Pewnie kupią przy okazji coś więcej.” – tak wygląda myślenie po drugiej stronie.

Oczywiście zanim w kieszeni każdego z nas wyląduje smartfon a my się nauczymy z niego korzystać (większość użytkowników komórek korzysta tylko z ich podstawowych funkcji), upłynie jeszcze dużo wody w Potomacu. W Wiśle tym bardziej.

Tylko pamiętajcie; te „dużo” w dzisiejszych czasach oznacza dwa lata. A później będzie coś nowego 🙂

No i nic oczywiście nie zastąpi ludzkiego sprzedawcy. Przekonali się o tym boleśnie bankowcy wyrzucający kilka lat temu ze swoich placówek Klientów. Jednak wyposażenie dobrego sprzedawcy w użyteczną technologię – na pewno zwiększy jego skuteczność.

No i najważniejsze: pozwoli nam lepiej obsłużyć Klienta. Bo on zawsze jest najważniejszy.

Wykres ze strony RWW

Reklamy

Pandemią świńskiej grypy żyje cały świat. I właśnie Twitter (#swineflu) i social media pokazują nam teraz swoją potęgę i przydatność w całej okazałości.

Przy okazji dyskusji na temat social web na poświęconej tej tematyce grupie dyskusyjnej na LinkedIn, Jacek Gadzinowski z Agencji Momentum Worldwide Polska podał arcy-ciekawy i arcy-aktualny przykład tego jak działają internauci lub tez osoby które potrafią korzystać z narzędzi web 2.0.

swinska_map

Przytoczę jego wpis w całości.

„Wystarczyło kilka godzin by był to temat nr.1 na Twitter, powstało kilkanaście – kilkaset stron/wpisów na blogach z radami jak unikać grypy, jak rozpoznawać objawy, gdzie czerpać informacje

http://mashable.com/2009/04/25/track-swine-flu/

oraz mapy z oznaczonymi przypadkami świńskiej grypy http://tinyurl.com/cywddc .

Teraz już nie tylko marki i firmy staną przez wyzwaniem jak komunikować się z ludźmi, ale organizacje rządowe, międzynarodowe czy politycy. Bez transparentności i umiejętnego języka komunikacji z nimi, jesteśmy o krok od niepotrzebnej spirali strachu i ludzkich obaw. I utraty wiarygodności tych instytucji – to ostateczny test, jak się sprawdzą w takiej rzeczywistości.

Moim zdaniem #swineflu napędzi jeszcze więcej ruchu na media społeczne i Twitter, który może znowu podwoić swoją „objętość” w krótkim czasie. Skoro tutaj szybciej można znaleźć informacje, z rożnych źródeł, z całego świata. Tego nie można dostać w żadnym serwisie newsowym.

Jak do takiego szybkiego i transparentnego świata, przystają firmy… ktore musza działać w sposob wyważony, podejmować kolektywne decyzje? Kóre pracują 9-17, w dni robocze… a klienci dyskutują, żyją w świecie marki 24/7/365.”

Dzięki Jacek! Świetny przykład!

Również na to, gdzie pracują ludzie, którzy naprawdę znają się na tym co robią.

Każdy z nas już widział swój dom z kosmosu. A jeśli nie – to może to zrobić w ciągu sekund korzystając z programu Google Earth lub Maps. Dzięki temu programowi łatwo też można zobaczyć jak zacofanym krajem jest Polska – pod względem wykorzystania możliwości sieci.

google-europa

Prawie 40 mln kraj w środku Europy z kosmosu wygląda podobnie jak środkowa Afryka. Sami sprawdźcie. Włączcie program Google Earth. W lewym bocznym pasku jest okno Warstwy. Rozwińcie je. Ok. Teraz znajdźcie tam katalog Galeria i zaznaczcie w nim kwadracik Podróże i Turystyka. Na mapie pojawią się małe różowe aparciki fotograficzne. To obiekty warte obejrzenia. Teraz znajdźcie katalog Użyteczne miejsca i zaznaczcie w nim katalog Miejsca turystyczne. Ok? No to teraz polatajcie trochę nad ziemią i obejrzyjcie różne kontynenty.

Polska? Pod tym względem bieda z nędzą. Wrocław, Gdańsk, Warszawa, Poznań, no i szeroko reklamowany Kraków. Jako turysta nie dowiecie się gdzie jest tam informacja turystyczna, co tam jest ciekawego do obejrzenia i gdzie to miasto chce Was ściągnąć, abyście wydali tam swoje pieniądze.

Całe szczęście, że programy Google opierają się w dużej mierze na pracy społeczności internetowych, więc np. w Gdańsku znalazł się jakiś fanatyk, który wykonał kilka trójwymiarowych modeli gdańskich zabytków. Niestety, sławny Kraków już takiego hobbysty nie miał. Ale może to i lepiej, bo we Wrocławiu się taki znalazł i teraz internauci z całego świata mogą oglądać jeden (!) trójwymiarowy model jakiejś galerii handlowej.

Jak z tego wniosek? Gołym okiem widać, że w sieci promocja turystyczna miast i kraju leży. 

Świat się zmienia a my stoimy w miejscu. Co w dzisiejszych czasach oznacza, że cofamy się. 

Rząd i samorządy wydają grube miliony na swoją promocję. I przypominają w tym dżentelmena, który przychodzi do dobrej restauracji w eleganckim garniturze i starych, rozczłapanych i na dodatek brudnych butach. Od razu widać, że ten Pan nieudolnie aspiruje. A takich wszyscy kasują podwójnie na dodatek śmiejąc się z nich za plecami.

Najpierw trzeba zacząć od podstaw. Mamy zabytki? Ciekawe miejsca? Parki narodowe? Szlaki turystyczne? Atrakcyjne miejsca na inwestycje? Super. Ale najpierw je wyczyśćmy. Wykarczujmy trawę. Doprowadźmy drogę. I na litość boską! Opiszmy je i pokażmy szerokiej publiczności!

Na dostępnych w 10 językach i szeroko dystrybuowanych ulotkach. Na stronach internetowych. W Google Earth. Microsoft Maps. Uruchommy działające i oferujące rzeczywiste usługi punkty informacji turystycznej. Trzeba zacząć od mozolnych, drobnych, ciężkich prac. Takich, które przynoszą  efekty w długotrwałej perspektywie. A nie od fajerwerków typu Expo, Euro czy Olimpiady. O fontannach nie wspomnę.

Znowu się kłania zasada brzytwy Ockhama – tym razem – pokazuje nam, że trzeba zacząć od rzeczy najprostszych, od marketingowych podstaw.

Tyczy się to nie tylko „organów” państwowych. W nie jest zawsze łatwo kopać. 

Popatrzmy na Google. Podobno mają siedzibę we Wrocławiu. Piszę podobno, bo w Google Earth po wpisaniu hasła Google Wrocław pokazuje się jakiś punkt na mapie, ale pod nim jest jedna jakże smaczna opinia:

Bad location on this map – aszczurowski – 22 Wrz 2008

google-wroclaw

Niesamowite. Prawda? Zwłaszcza jeśli porównamy to z wyszukiwaniem Google, Inc. w USA. Pewnie to jakaś głupia wpadka i nieporozumienie. Ale jakże symptomatyczna. Według mnie świadczy o pewnej barierze mentalnej. Nazwę ją nieumiejętnością korporacyjnej/urzędowej pracy u podstaw. Planujemy, roztaczamy wizję a nie umiemy porządnie wyczyścić butów. Jak ten dżentelmen o którym pisałem powyżej.

Wierzę jednak, że nie jest trudno taką barierę przełamać. Wystarczy, aby każdy szef do swoich codziennych obowiązków dorzucił krótki przegląd tego co na temat jego firmy/miasta/urzędu znajduje się w szeroko pojętym środowisku informacyjnym. Nie tylko w mediach pisanych lub elektronicznych ale również – a może przede wszystkim – w sieci, w bazach danych firm tworzących nawigację samochodową, oferujących usługi turystyczne. Itp.

Swoją drogą warto ściągnąć sobie najnowszą wersję programu Google Earth 5.0. Oprócz oglądania Ziemi, kosmosu i Marsa można w niej oglądać również morza i oceany i to co w sobie kryją. Według mnie – dla miast i wiosek nad polskim morzem – otwiera się nowy świat pełen fantastycznych, marketingowych i zyskownych perspektyw. Trzeba tylko przełamać tą barierę. W głowie.

%d blogerów lubi to: