Archives for posts with tag: kryzys pr

Film reklamujący Bydgoszcz i produkty Microsoftu staje się powodem „malutkiego” kryzysu public relations tych dwóch podmiotów. Uważam, że niepotrzebnie – trzeba było tylko pomyśleć o konsekwencjach nieco wcześniej.

Jacek Zawadzki z bydgoskiej Gazety Wyborczej informuje, że władze Bydgoszczy grają w filmie reklamowym Microsoftu, gdzie na zasadzie case-u opowiadają o wprowadzeniu w swoim urzędzie oprogramowania tej firmy. Piotr Waglowski na swoim vortalu Vagla opisuje to wydarzenie pod tytułem „Ekipa z Bydgoszczy strzela sobie w stopę”. Ja uważam, że akurat taki film to „samo dobro”, a jeśli pies jest gdzieś pogrzebany – to całkiem gdzie indziej.

Nie będę tutaj polemizował z autorem tego newsu – Jackiem Zawadzkim, ponieważ w swoim tekście poza opisem wydarzenia – jak domyślam się  – negatywnie przez niego odbieranym, nie zdobywa się na żadną opinię. Na szczęście robi to nieoceniony Piotr Waglowski, więc do jego tekstu się odniosę.

W skrócie, według Piotra, Microsoft bezwzględnie wykorzystał powagę i wizerunek urzędu publicznego do promocji swoich wyrobów, a występujący w filmiku urzędnicy nie wzięli tego pod uwagę. I z tym zdaniem warto polemizować.

W marketingu tego typu zabiegi nazywa się transferem wiarygodności – co jest pojęciem z zakresu psychologii opisanym w 1974 roku M.E. Heilman, ale wykorzystywanym od dawien dawna przez każdego sprzedawcę czy polityka czy osobę szukającą pracy. Listy polecające, namaszczenie polityka przez władze kościelne, rekomendacje – to wszystko i jeszcze wiele zjawisk z którymi mamy na co dzień, zahacza o to szerokie pojęcie.

Nie jest więc dziwne, że uwielbiają je wykorzystywać firmy chcące uwiarygodnić swoją ofertę.

Mistrzem podobnych filmików jest Apple, który na swojej stronie od wielu lat publikuje story i wideo opisujące i pokazujące setki osób i instytucji. W dziale „Macintoshe w akcji” można znaleźć naukowców, artystów, biznesmenów, architektów. lekarzy – generalnie całą rzeszę zadowolonych klientów korzystających z produktów tej firmy. Takie filmy kręcą setki innych firm, które wiedzą, że nic ich oferty bardziej nie uwiarygodni niż przykłady z życia wzięte.

Nie widzę, więc żadnego problemu w tym, że podobny film nakręcił Microsoft i Urząd Miasta Bydgoszczy. Zwłaszcza, że ten film da się oglądać. Nie ma może tej lekkości, co filmy Apple, ale nie wymagajmy już za dużo 🙂

Mnie raczej cieszy to, że samorządowcy doceniają wagę takich rozwiązań technologicznych i liczę na to, że dzięki nim, będą lepiej robili to, za co im płacę. I fajnie, że próbują się komunikować ze swoimi mieszkańcami oraz szerszym otoczeniem przez profesjonalny film opowiadający o mieście i działającym w nim nowoczesnych rozwiązaniach. W sytuacji gdzie większość urzędników w Polsce po wybraniu na swoje stanowisko zamyka się w szklanej wieży – każda próba dobrej jakościwowo komunikacji władzy z otoczeniem – zasługuje na pochwałę

Jednak każda taka akcja marketingowa wymaga rozważenia wszelkich za i przeciw. I przygotowania – zarówno przez Urząd Miasta w Bydgoszczy i firmę Microsoft – właściwej kampanii public relations tłumaczącej naszemu otoczeniu – co chcemy przez to osiągnąć.

Na gorąco widzę następujące problemy, które należało wcześniej zidentyfikować i przygotować właściwe reakcje na nie:

1. Jeżeli Urząd Miasta Bydgoszczy zapłacił firmie Microsoft za oprogramowanie pełną cenę i niejako w wianie dał jeszcze swój wizerunek do filmu, to co za to innego zyskał?

  • Kasia Cichopek albo Doda zanim weźmie udział w jakiejś reklamie – negocjuje warunki finansowe. Nie spodziewałbym się, że te osoby kupią sobie biżuterię a następnie będą występować w reklamach producenta tejże za darmo. Prawda?
  • Ile mniej zapłacił Urząd Miasta za oprogramowanie Microsoftu, że zgodził się na taką transakcję wiązaną? Lub co innego zyskał w ramach tego kontraktu?

2. Czy Urząd Miasta Bydgoszczy wyróżnia się pozytywnie na tle innych miast pod kątem obsługi petentów?

  • Tylko w takiej sytuacji przeciętny mieszkaniec Bydgoszczy przełknie świecące komputerki, internety w komórce i synchronizację kalendarzy on-line. Bo jeśli nie – to urzędnicy na własne życzenie stawiają się w sytuacji szefa fabryki, który w ramach kryzysu zamraża pensje a sobie kupuje nowe Porsche. Taki człowiek nie ma co liczyć na zrozumienie.
  • Jakieś twarde dane?

3. Czy Microsoft wybrał sobie na partnera do tej reklamy miasto o realnej przewadze nad innymi, pod kątem obsługi petentów?

  • Bo jeśli nie jest to oczywiste, to równie dobrze można było kasę za tą reklamówkę wysłać do mnie. Obiecuję, że kupię sobie za to wycieczkę. Środowisko samorządowców jest małe i zamknięte. Wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, więc jeśli Bydgoszcz rzeczywiście nie zyskała dzięki temu wyraźnej przewagi – to pozostali klienci z tej grupy docelowej – „nie kupią tego”.

4. Czy Microsoft przemyślał zanim rozpoczął tą akcję ewentualne problemy w opisanych powyżej punktach 1 i 2?

Każda akcja wywołuje reakcję. Dlatego mamy nas uczyły, że zanim coś się zrobi, to trzeba pomyśleć.

Bo inaczej można sobie zrobić kuku. Wizerunkowe.

A tak w ogóle to warto sobie obejrzeć film jak to samo się robi w Apple 🙂

Agencje Public Relations zawiniły, agencje marketingu szeptanego posprzątają.

Przynajmniej na to mi wychodzi gdy czytam dzisiejszą informację Presserwisu: „Agencja marketingu szeptanego Streetcom zainicjowała prace nad powstaniem kodeksu etyki marketingu szeptanego.  Głównym celem dokumentu ma być ustalenie definicji marketingu szeptanego, wyznaczenie standardów i określenie najlepszych praktyk. Kodeks skierowany ma być przede wszystkim do agencji marketingu szeptanego, agencji reklamowych, domów mediowych i klientów. Do udziału w konsultacjach zaproszono przedstawicieli Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy IAA.”

Tego można się było spodziewać. W mediach obsmarowano agencje public relations a za sprzątanie się wzięła porządna agencja marketingu szeptanego.

W sumie jednak się nie dziwię, bo gdy na tym blogu i na liście dyskusyjnej internetPR, opisywałem wykrytą przez Gazetę Wyborczą „aferę” z agencjami public relations zajmującymi się marketingiem szeptanym i wzywałem do zajęcia stanowiska przez obydwie organizacje reprezentujące środowisko PR w Polsce, to nie było z ich strony żadnego odzewu.

Co było dziwne w świetle oświadczeń obu agencji wymienionych przez Wyborczą, z których wynikało, że to nie było z ich strony celowe działanie.

Wynika z tego, że dla środowiska PR żadnego problemu z tą „pseudoaferą”nie ma.

Szkoda tylko, że  do PR znowu przyczepiono kolejną łatkę.

Cześć druga nieoczekiwana.

Po moim poście na powyższy temat na liscię internetPR odezwał się do mnie Jan Matysik z CumulusPR, który napisał mi te słowa:

W dniu 16 marca 2009 12:16 użytkownik Jan Matysik <lista@internetpr.pl> napisał:
Jan Matysik z grupy InternetPR pisze:

Witaj Kamilu,

Piszesz:
„Biorąc pod uwagę prawie kompletny brak zainteresowania, oskarżonego o nietyczne działania, środowiska PR i jego przedstawicieli tym zagadnieniem nie dziwię się, że próbę jego uregulowania podejmuje IAA i agencja reklamowa.

Cóż. Chyba jednak nie ma czegoś takiego jak branża PR. :)”

zapraszam Cię do obejrzenia linka http://www.polskipr.pl/komunikaty.php?id=353 zobacz proszę też datę tego oświadczenia, według mnie reakcja tych dwóch organizacji była szybka i zdecydowana.


Co do marketingu szeptanego, partyzanckiego oraz wirusowego, to wydaje mi się jednak, że nie są to części składowe pojęcia „Public Relations”, ponieważ i praktycznie, i teoretycznie różnią się od siebie narzędziami oraz celami, które mają osiągnąć. Myślę więc, że kodeks marketingu szeptanego powinni robić ludzie od marketingu szeptanego, a kodeksy PR – ludzie od PR-u.

Pozdrawiam!

Jan Matysik
cumuluspr.pl

Ponieważ rzeczywiście nie wiedziałem o tym oświadczeniu, napisałem na listę, co następuje:

OK. Myliłem się. Obydwie organizacje, jak wynika z Twojego maila, odpowiedziały i to w dniu, kiedy zaczęła się dyskusja na tej liście na ten temat.

To znaczy odpowiedział PSPR Administrator, bo to on jest pod tym oświadczeniem podpisany 🙂 Tak, domyślam się, że to ten CMS jest tak skonstruowany, że podaje jako autora osobę, która dany tekst zamieściła, ale czy tak samo nie zwracalibyście na to uwagi, gdyby chodziło o Waszego Klienta?

Czytam to oświadczenie i się zastanawiam o co w nim chodzi. To znaczy wiem, bo się tym interesowałem, ale czy będzie wiedział to ktokolwiek inny, kto przeczytał Wyborczą z tekstem (tekstami), który wywołał tą całą sprawę?

W oświadczeniu czytam na końcu: „Sprawa zostanie również skierowana do Rady Etyki Public Relations z prośbą o zajęcie oficjalnego stanowiska.”

W sprawie czego, przepraszam, Rada ma zajmować stanowisko? Co zidentyfikowaliśmy jako problem? Że są podmioty, które fałszują wypowiedzi na forach internetowych? To wiemy dzięki Wyborczej. A może Rada ma się zająć wymienionymi tam firmami? Bo to one zostały wymienione w tym tekście.
Nie sądzę, ponieważ w oświadczeniu nie ma o tym mowy a zresztą tłumaczyły się one wiarygodnie na naszym forum i nikt nie zarzucał im mijania się prawdą.

Więc jak, w obliczu tego małego kryzysiku (tfu, co za słowo) to oświadczenie ma nam pomóc zatrzeć złe wrażenie dotyczące branży PR wywołane tym tekstem?
Lub – co zrobimy jeśli znowu pojawi się taki zarzut w stosunku do jakiejś firmy PR?
Lub – czy oczyściliśmy (lub nie) dobre imię firm, którym publicznie zarzucono, to co obydwa Stowarzyszenia w swoim Oświadczeniu piętnują.

pozdrawiam serdecznie
Kamil

No i stało się. Pojawiła się druga część tak zapowiadanego artykułu w Gazecie Wyborczej. Nie wiem po co. Mogli to miejsce przeznaczyć na ciekawszy tekst o odchudzaniu. Koń by się uśmiał.

kon

Nie kopie się leżącego, więc napiszę tylko, że nie ma w nim nic nowego. Wygląda również na to, że dziennikarze użyli wczoraj nazw dwóch firm PR, tylko po to, aby uwiarygodnić się, że będzie to tekst poparty ich wnikliwą pracą, dzięki której dotarli do źródeł oraz firm zamieszanych w ten podły proceder. Jak jest – każdy widzi.

Kurcze. Nie wiem czy w Wyborczej już zwolnili wszystkich redaktorów czy też po prostu mieli jakąś dużą dziurę na stronie i musieli ją czymś wypchać. Choć za moich czasów robiono to jakąś autoreklamą.

Jak można było spaprać tak ciekawy temat?! Opisali problem po łebkach, a gdyby weszli w niego nieco głębiej – dotarliby do nazw firm zajmujących się taką działalnością, pokazaliby ich cenniki a gdyby jeszcze im starczało sił – pokazaliby, że ich działalność jest nie tylko nietyczna, ale również niezgodna z prawem.

Ok. Ich działka. Nie chcą pisać ciekawie i wyczerpująco – to niech się nie dziwią, że im sprzedaż później spada.

Co do kryzysu w branży PR.

Mleko się rozlało i byłoby  niemądrym udawać, że jest inaczej. Uważam, że organizacje PRowskie powinny zabrać głos i zapowiedzieć, zgodnie ze swoimi kodeksem etycznym, że nie będą tolerować tego typu zachowań wśród swoich członków. I zapowiedzieć, że firmy przyłapane na takim procederze – będą wykluczane z tych stowarzyszeń.

Tego typu odpowiedzialne zachowania zawsze dobrze świadczą o podmiotach je podejmujących. Co w sytuacji, gdzie w co drugim wywiadzie lub artykule w mediach, pada nazwa PR jako synonimu obłudy i manipulacji – jest bardzo cenne.

Poniżej zamieszczam wczorajsze wypowiedzi z listy internetPR przedstawicieli firm Core PR oraz Neuron PR, którzy zapewne po wczorajszym artykule oblali się zimnym potem myśląc: „ale o co chodzi?” a dzisiaj, po lekturze Wyborczej, pijąc kawę, dalej się zastanawiają: „ale za co?” 🙂
Witajcie,

w związku z  publikacją „Gazety Wyborczej” z dn. 2 marca 2009 r. pt. „Fałszowanie Internetu”, w której pojawiła się informacja nt. praktyk stosowanych w Core PR, pragnę zaznaczyć, iż sytuacja, która została opisana wydarzyła się w 2007 roku i była jednorazowym incydentem. Osoba odpowiedzialna za niefortunne zdarzenia poniosła konsekwencje, a agencja wdrożyła procedury mające na celu wyeliminowanie tego typu praktyk. Oczywiście ubolewamy, że do takiej sytuacji wogóle doszło przez co został narażony na szwank wizerunek zarówno naszego Klienta jak i agencji. Wierzymy, że więcej się to nie powtórzy.

W razie jakichkolwiek pytań proszę o kontakt poprzez forum lub na priv: adrian.gawlikowski@corepr.pl

Pozdrawiam,

Adrian Gawlikowski

Core PR

Kamilu,

dobrze zrozumiałeś – rzeczywiście „szare wirale” nie powinny być
oferowane przez porządne agencje (czyli działania w mediach
obywatelskich, które mają na celu promowanie jakiegoś produktu, usługi
czy idei, prowadzone przez podmioty ukrywające swoją prawdziwą
tożsamość i intencje).

Dlaczego?:

– bo takie działania są praktycznie niemożliwe do skontrolowania przez
inicjatora akcji,
– bo to nieetyczne,
– bo to ma krótkie nogi,
– bo wszyscy już wpadli na ten pomysł, wytwarza się szum itp.

Akcja z naszym stażystą miała miejsce dwa lata temu (zresztą w czasie
rzeszowskiego kongresu:-). Nie oferujemy i nie świadczymy takich
usług, a jeśli klient o nie pyta, stanowczo je odradzamy. Zdaniem
naszej agencji, „biały” wiral jest znacznie lepszy. Do takich założeń
doszliśmy już dawno, przed omawianą wpadką, notabene przed tym, jak
niejedna z firm, sprzedających dziś wiral, w ogóle dostrzegła taki
produkt:-).

Czyli, powtarzam, była to wpadka, za którą przeprosiliśmy
zainteresowanych (w tym blogerów i innych internautów). W żadnym razie
zamierzone działanie.

Ale problem rzeczywiście istnieje i ma charakter masowy oraz wiele
wymiarów. Dotyka wielu branż (tu mówimy o e-biznesie, elektronice czy
FMCG, ale popatrzcie na marketing polityczny!).

Pozdrawiam,

Marek Wróbel
Neuron

Witajcie,
ponieważ z guerillą rozumianą jako wpisywanie anonimowych postów naprawdę
walczymy (mieliśmy nawet przez chwile specjalny serwis – ksiw.pl – który w
założeniach miał postawić temu tamę), dzisiejszy artykuł jest dla nas
szczególnie nieprzyjemny. Ponieważ nadzorowałem tego praktykanta, chcę dać
Wam pełny obraz sytuacji.

1. Sytuacja z grono.net, o której mowa w artykule miała miejsce w kwietniu
2007 roku (dwa lata temu). Tak się złożyło, że nasz klient wprowadzał wtedy
dość kontrowersyjną funkcjonalność – kontrowersyjną, ponieważ na ukończeniu
był wtedy konkurencyjny serwis o bardzo podobnych funkcjach. Dlatego
spodziewaliśmy się, że w sieci wybuchnie ostra dyskusja, tym gorętsza, że
autorem i właścicielem k (wówczas) był Marcin Jagodziński, jeden z
najbardziej znanych polskich blogerów.

2. Ponieważ w tym czasie trwał Kongres PR w Rzeszowie, na którym byłem
prelegentem, zdalnie przygotowałem informację prasową i rozesłałem ją do
mediów. Ponadto zleciłem mojemu ówczesnemu praktykantowi dokładny monitoring
opiniotwórczych  blogów – chcieliśmy wiedzieć, czy spodziewana dyskusja się
toczy. Przekazałem mu listę tych blogów.

3. Praktykant – którego nota bene ceniłem za proaktywność i szybkie
„łapanie” kwestii komunikacyjnych – źle zinterpretował moje polecenie
zmonitorowania newsa i powrzucał informację prasową (w niektórych miejscach
nawet w całości) jako komentarze do artykułów. Czasem nawet zupełnie
niezwiązanych z tematem. Oczywiście nie była to JEGO wina – wykonał
polecenie najlepiej jak mógł, a ponieważ w 2007 toku viral był na topie,
postanowił dodać coś od siebie… 🙂

4. Już po trzech godzinach o całej sprawie napisał Piotr Waglowski, celnie
punktując miejsca, w których takie działanie łamie polskie prawo.
Natychmiast rozpocząłem żmudny proces kontaktowania się ze wszystkimi
blogerami, przepraszając ich za zaistniałą sytuację. Na naszej stronie
internetowej zamieściliśmy także oficjalne przeprosiny.

5. Najgorsze (dla nas) w tym wszystkim jest to, że już wtedy byliśmy
zdecydowanie przeciwni praktykom guerilla marketingu, rozumianego jako
wpisywanie anonimowych postów w opiniotwórczych mediach. Po prostu wcześnie
zrozumieliśmy, że jest to nieetyczne (zwykłe oszukiwanie internautów)

6. Dlatego od kilku lat (!) nie oferujemy takich usług i zdecydowanie
odradzamy je naszym klientom (choć wielu o nie pyta). Uważamy, że
występowanie w internecie pod własnym nazwiskiem i firmą jest jedynym – i
skutecznym – sposobem komunikacji w internecie. I naprawdę ma to pozytywne
skutki, bo internauci cenią otwartość i uczciwość.

Zainteresowanych dalszą dyskusją zapraszam do pytań – także na priv 😉

Pozdrawiam białoviralowo,

Paweł Soproniuk
p.soproniuk@neuron.pl
Neuron Agencja PR

Branża PR zyskuje właśnie wyjątkową okazję do poprawienia swojego wizerunku. Paradoksalnie – jej przyczyną jest kryzys wizerunkowy jaki właśnie tą branżę dopadł.

1097
Jednym z przejawów życia środowiska PR w Polsce jest forum internetowe listaPR mające ponad 3000 użytkowników. Wielu z nich to praktycy PR i właściciele takowych agencji oraz naukowcy zajmujący się tą dziedziną wiedzy. Co jakiś czas przez forum przetacza się dyskusja, że trzeba coś z fatalną opinią PR w społeczeństwie. Zazwyczaj – przy okazji nieszczęsnych wypowiedzi polityków używających słów PR jako synonimu manipulacji i kłamstwa.
Do tej pory nie było jednak sytuacji, gdzie z nazwy, w mediach, wymieniono by agencje zarzucając im pośrednio a może i bezpośrednio „oszukiwanie konsumentów”. Myślę, że mamy do czynienia z pierwszą prawdziwą sytuacją kryzysową branży PR, która wymaga szybkich i zdecydowanych działań.
Dzisiejsza Gazeta Wyborcza w tekście „Fałszowanie internetu” na drugiej stronie głównego wydania, opisuje usługi polegające na udawaniu internautów robiących różne zakupy, cyt. „Monika Czaplicka (…) …udawała dzieci, kobiety, mężczyzn – w zależności od potrzeb. Każda „jej” postać na czymś się znała, coś testowała lub rekomendowała (…). Takich osób są w polskim internecie setki. Zatrudniają je agencje marketingu, agencje PR albo same firmy sprzedające swój towar, nie tylko w sieci.” I dalej podawane są przykłady:
– pracownika agencji CORE PR – używając służbowego maila, stworzył pięć kont. Wykryty przez administratora strony internetowej magazynu „PC Format”.
– pracownika agencji Neuron PR – Piotra F. wykrytego na forach Grono.net. (agencja przepraszała i tłumaczyła to pomyłką stażysty)
cytuję dalej z artykułu”
„- Bez żenady i wstydu oszukuje się konsumentów, a firmy tłumaczą, że przecież wszyscy tak robią – zżyma się Piotr Gotkowski, szef agencji Streetcom (…)”
Więcej o fałszerzach opinii – jutro w dodatku do Wyborczej „Witamy w Polsce”

Każda sytuacja kryzysowa jest kłopotliwa, lecz historia PR zna wiele firm, które potrafiły wyjść z takich tarapatów obronną ręką a nawet umocnione. Zwłaszcza, że wymienione agencje mają z pewnością wiele na swoją obronę.

Myślę więc, że nadszedł czas by branża PR zareagowała poprzez swoich przedstawicieli we władzach branżowych stowarzyszeń. To będzie zresztą piękny przykład tego, czy branża PR, poza tym, w czym jest naprawdę dobra – czyli w mówieniu – okaże się równie skuteczna i zdecydowana – w działaniu.

Zwłaszcza, że gdyby teza stawiana przez Wyborczą miała się okazać prawdziwa, to zachodziłoby prawdopodobieństwo złamania kodeksów etyki obydwu Stowarzyszeń:
Z Kodeksu Etyki PSPR
Pracownicy public relations, świadomi roli wysokiego poziomu etycznego w wykonywaniu tego zawodu dobrowolnie przyjmują ten Kodeks i deklarują, że w swojej pracy kierować się będą jego postanowieniami w celu kreowania jak najlepszej reputacji zawodu public relations.
  1. Pracownik public relations jest obowiązany zachować szczególną staranność, rzetelność i uczciwość w pracy zawodowej wobec swoich klientów i adresatów swoich działań.
  2. W celu zachowania szczególnej staranności, rzetelności i uczciwości pracownik public relations jest zobowiązany do przestrzegania zasady prawdomówności, a w szczególności do relacjonowania faktów w ich właściwym kontekście i bez zniekształceń.
  3. Pracownik public relations jest zobowiązany do nierozpowszechniania tych informacji, które zgodnie z jego wiedzą i doświadczeniem, są nieprawdziwe, nieścisłe lub mogą wprowadzić odbiorcę w błąd.
i z Kodeksu Dobrych Praktyk ZFPR:

I. Społeczeństwo

  1. Firmy i ich pracownicy muszą dokładać najwyższej staranności działania, aby informacje przekazywane opinii publicznej – bezpośrednio lub za pośrednictwem mediów – były prawdziwe, rzetelne i wyczerpujące.
  2. Firmom i ich pracownikom nie wolno świadomie wprowadzać w błąd opinii publicznej oraz rekomendować lub sugerować klientom tego typu praktyk; Firmy i ich pracownicy muszą dokładać najwyższej staranności, aby takie wprowadzenie w błąd nie miało miejsca nieświadomie.

Blog Mediafun przeżywa najazd prawników żądających w imieniu klienta – HBR Polska usunięcia opowiadania napisanego przez niejakiego Koszałka Opałka.

wezwanie-media-fun

Przy okazji wszyscy, którzy nie znali tematu dowiedzieli się, jakie pismo pod tym „Karłardem” się kryje. Gratulacje!

Tym, co mnie najbardziej śmieszy w tej sytuacji jest fakt, że jeszcze pył nie opadł po Durczoku, który klnie i TVN-ie co z nożyczkami po internecie latał, a kolejna poważna firma próbuje cenzurować internet. W komentarzach pod blogiem Maćka Budzicha czytelnicy piszą więc w stylu: „Jakieś długie to opowiadanie było, więc nie chciało mi się czytać. Ale po tym piśmie od prawnika widzę, że warto po nie sięgnąć”. 

I co się dzieje? Blog Mediafun usuwa to opowiadanie, ale już można je znaleźć na innych zagranicznych serwisach. Ten sam casus co z Durczokiem, bankiem BPH i wieloma innymi przypadkami.

Prawnikowi się nie dziwię, że pisze takie wezwania. Ale czy w Harvard Business Review Polska ktokolwiek pomyślał jak będzie wyglądało takie wezwanie?

Usunąć? Tekst jakiegoś Koszałka Opałka? To są przecież jakieś jaja a nie reakcja w sytuacji kryzysowej. 

I w ten sposób autor, Pan Koszałek Opałek osiągnął dokładnie to co zaplanował.

HBR Polska to świetne pismo o zarządzaniu i strategiach biznesowych. Tutaj takiej wyraźnie zabrakło.

A wystarczyło po prostu poprosić o wysłanie podobnego w tonie i stylu pisma – Pana Kota w Butach.

„Ratunku! Niemcy mnie biją!!!” – ten zwrot przeszedł już do historii. Zagościł na Youtube, pisały o nim wszystkie gazety w Polsce i mówiły wszystkie stacje telewizyjne. Przy okazji mówiono również o Lufthansie, przewoźniku, którego nazwę, na chwilę, poznali wszyscy Polacy. Właśnie się zaczął reklamować hasłem: „Warto przeżyć taką chwilę”.

lufthansa-reklama

Pech się firmy trzyma mocno. Tutaj niedoszłego premiera wyprowadzają w kajdankach z jej samolotu, najważniejsi politycy w Polsce sypią gromy na Niemców a przewoźnik od 10 lutego zaczyna kampanię reklamową”Powitaj Europę dzięki zaskakująco niskim cenom”. I dodatkowym hasłem: „Warto przeżyć taką chwilę” !:)

Wyobrażam sobie co się dzieje w Lufthansie. Tyle godzin spędzonych na wymyślaniu kreacji, tyle wydanej kasy na media a tu taki pech! Więc już widzę oczami wyobraźni jak polscy pracownicy działu marketingu koncernu obgryzają paznokcie. Myślę, że pomagają im w tym pracownicy odpowiedzialnej za kreację agencji McCann-Erickson. O dom mediowy MindShare się nie martwię – jego wynagrodzenie zapewne nie zależy od rezultatów tej kampanii 🙂 O PR-owcach przewoźnika nawet nie wspominam, bo pewnie sypiają po 2 godziny na dobę i zażegnują sytuację kryzysową. Marząc o pomyślnym dla nich i klienta końcu tej afery, gdy będą mogli wystawić fakturę wg stawek „kryzysowych”.

Czytaj resztę wpisu »

Z tym fragmentem Wesela kojarzą mi się obecne kłopoty mBanku z wściekłymi klientami.

mstop2

Sytuacja kryzysowa jak się patrzy. A pamiętam, jak kilka lat temu mBank budził szczery podziw wśród konkurencji. To jak działał, reklamował i w końcu, jak się potrafił komunikować z klientami – budziło moją, jako dyrektora marketingu w banku i wielu moich kolegów, zazdrość.

Nie wiem czy pamiętacie, ale był to pierwszy bank na rynku, który powołał spośród swoich klientów mRadę – Radę Klientów. Zresztą pięknie o tej hostorii opowiadał Bankierowi w grudniu 2008 roku Paweł Kucharski –  z BRE Banku odpowiadający za mBank i marketing detaliczny (swoją drogą ciekawe, czy był wśród twórców tego projektu). 

Czytaj resztę wpisu »

%d bloggers like this: