Archives for posts with tag: LinkedIn

Tą infografikę polecamy każdemu, kto się zastanawia nad wyborem właściwego serwisu społecznościowego.

Zarówno LinkedIn jak Facebook mają swoją zalety. My tylko możemy powiedzieć, że pierwszy z nich jest – niesłusznie – traktowany przez wiele firm po macoszemu. Nasze doświadczenia wskazują, że zwłaszcza w sektorze B2B skuteczność Linkedn zaskakuje. Wymaga to tylko właściwej strategii komunikacji – całkiem innej od tej znanej np. z Facebooka.

Komunikacja w LinkedIn musi być znacznie bardziej osobista i oparta o realne kontakty pracowników danej marki. To wymaga integracji działań miedzy agencją, a Klientem na poziomie zazwyczaj niespotykanym. Ale dzięki temu jest też niezwykle efektywna.

Polecamy LinkedIn!

LinkedIn to chyba najbardziej niedoceniany ogólnoświatowy serwis społecznościowy. A szkoda.

Z jednej strony jego pozycja jest mocna i niezachwiana – w końcu „wszyscy” pracujący zawodowo mają tam swoje profile, ale z drugiej strony – jego funkcja społecznościowa jest mocno umowna.

Bo wymiana wizytówek i budowanie sieci kontaktów z których nic nie wynika to jeszcze za mało, aby twierdzić, że dzięki temu serwisowi można budować z kimkolwiek relacje. A o nie przecież chodzi w social mediach.

Oczywiście od kiedy działa ten serwis headhunterem może zostać każdy i to właśnie te firmy dostarczają gros przychodów temu serwisowi, ale poza nimi z trudem można spotkać kogoś, kto może powiedzieć, że dzięki temu serwisowi zarobił jakieś pieniądze.

A szkoda. Bo jego potencjał jest potężny. To właściwe słowo. Zresztą ostatnie ruchy przez niego poczynione świadczą o tym, że LinkedIn zdaje sobie sprawę ze swoich słabości. Dlatego umożliwił ustawianie statusów użytkowników (i integracje ich z kontem Twittera), zaoferował świetne social ads oraz udsotępnił swoje API co skutkuje skromnym, acz systematycznym przyrostem zewnętrznych aplikacji dostępnych z tym serwisie.

Jeżeli więc tylko będzie potrafił zaoferować swoim użytkownikom – np. tym zanurzonym w Facebooku jakąś wartość dodaną, której tam nie otrzymają – a związaną właśnie z ich pracą, to możemy być jeszcze świadkami renesansu tego serwisu.

Zresztą spójrzcie na poniższe obrazki – zawarte na nich dane dają do myślenia.

68,5 miliona - ludzi na konkretnych stanowiskach w konkretnych firmach - te liczby robią wrażenie.

Kliknij, aby mocno powiększyć 🙂

Informacja via ViralBlog

Amerykanie, a ich wzorem reszta świata, mają zabawną dla wielu z nas manierę używania mocnych, acz od czapy, sformułowań mających podkreślić ich fachowość w różnych dziedzinach.

Czyli Guru, Ewangelista a od pewnego czasu Ninja. Z dowolnym rozszerzeniem: marketingu, sprzedaży, social mediów, zarządzania, programowania.

A pewnie jakby poszukać to by i sprzątania się znalazło lub gotowania.

Zauważył to również LinkedIn, który poszukał w swoich zasobach i na swoim blogu umieścił dwa wykresy:

Coraz więcej Ninja na Linkedin. Powoli zbliżają się do Guru...

A Guru właśnie przegrali z Ewangelistami...

Myślę, że kilku moich znajomych powinno uaktualnić swoje profile na LinkedIn.

Ale ja się nie będę z nich nabijał, bo coś mi po głowie chodzi, że kiedyś, gdzieś w jakimś katalogu Twittera – wzorem obecnych tam właśnie amerykanów – napisałem o sobie coś podobnego 🙂

Nic – trzeba teraz ponieść konsekwencje 🙂

LinkedIn otwiera dziś swoją platformę dla wszystkich twórców zewnętrznych aplikacji. Biorąc pod uwagę jego potencjał, to przy odrobinie szczęścia, nasze „martwe” wizytówkowe konta w tym serwisie mogą ożyć i zadziwić swoją biznesową funkcjonalnością.

Czy pojawią się polskie firmy potrafiące napisać - i dobrze sprzedać - aplikacje dla tej platformy? Trzymam kciuki.

Jak pisze Mashable; gdy podobny ruch zrobił Facebook to zmieniła się cała branża aplikacji webowych – pojawił się cały przekrój aplikacji od Facebook Connect do FarmVille Zyngi.

I na podobny efekt liczy LinkedIn. Potencjał milionów użytkowników tego serwisu, w tym również najbardziej zapracowanych i zamożnych użytkowników sieci – działa na wyobraźnię.

Czytaj resztę wpisu »

Managerzy z całego świata uważają, że Twitter i Facebook są obecnie najważniejszymi, nowymi, platformami dla rozwoju ich marek.

Twitter vs LinkedIn

W ciągu ostatnich miesięcy Twitter znacząco wyprzedził - również rosnący, choć wolniej - serwis LinkedIn, pod względem ilości użytkowników.

Serwis ReadWriteWeb, pisze o ciekawym badaniu zrobionym wśród użytkowników LinkedIn. W ankiecie zadano im jedno proste pytanie: „Która z nowych platform jest jest najważniejsza do opanowania w celu zarządzania marką”. Do wyboru były: Twitter, Facebook, iPhone, Digg i LinkedIn.

Czytaj resztę wpisu »

Tydzień temu poprosiłem znajomych managerów na liście dyskusyjnej na LinkedIn, o wzięcie udziału w ankiecie dotyczącej monitorowania przez nich serwisów mikrobloggingowych. Wyniki nie zaskakują.

pie wyniki ankiety

Twitter, Blipper, Flaker – kto z Was je monitoruje?

Oczywiście próba jest zbyt mała, aby na jej podstawie tworzyć jakieś wielkie teorie, ale biorąc pod uwagę przegląd nazwisk i stanowisk osób na tej grupie – daje pewne wyobrażenie o stanie rzeczywistym.

Co oznaczają te wyniki?

Tak naprawdę można je wytłumaczyć sobie, zgodnie ze znaną Wam zapewne, anegdotą o dwóch handlowcach z fabryki obuwniczej, wysłanych do Afryki w celu zbadania rynku. Jeden wkrótce odpisał: „Tragedia, nie ma tu żadnego zbytu na nasze wyroby. Tu nikt nie nosi obuwia! A drugi: „Genialne! Wszyscy chodzą boso. Ten rynek na nas czeka!”

Ja się pewnie domyślacie – ja jestem zwolennikiem tej drugiej opcji. Skoro tak dużo osób tego nie robi – jeśli ja zacznę to robić przed nimi – to mam szansę najwięcej na tym zyskać.

Strategia spijania śmietanki jak nic 🙂

A tu jeszcze jedna ciekawa informacja na temat Twittera. W kwietniu, liczba unikalnych użytkowników (UU) tego serwisu (19 443 286) przekroczyła po raz pierwszy liczbę użytkowników stron New York Times (15 577 816) oraz Wall Street Journal (12 204 018).

Twitter vs NYT and WSJ

Liczba unikalnych użytkowników Twittera jest większa niż NYT i WSJ.

Więcej szczegółowych informacji można znaleźć na stronie Siteanalitics.

Stare powiedzenie: „Jak Cię widzą, tak Cię piszą” jest dziś aktualne bardziej niż kiedykolwiek. Tylko nazywa się inaczej: Personal Online Brand.

googlecard

Mała zabawa. Wpisz do Google: Ji Lee

Tom Peters lata temu, jeszcze gdy nie myślano o web 2.0,  pisał o tym, że każdy z nas, w gospodarce opartej o usługi, będzie budował swoją markę. A jej jakość będzie się przekładać na naszą „wartość rynkową”; czytaj – zarobki (choć warto też przeczytać, jak precyzuje to hasło dziś – w dobie social web).

Dziś, te słowa są bardziej aktualne, niż kiedykolwiek.

Czytaj resztę wpisu »

Na blogu NormanJournalismLab z Uniwersytetu Harvarda, autor Joshua Benton stawia tezę, że skoro użytkownicy nie zechcą płacić za usługi Facebook, to nie zapłacą również za pracę dziennikarza w miejskim Ratuszu.

nieman

Na tą informację trafiłem dzięki blogowi Brutto Marcina Jagodzińskiego. Swoją tezę Benton stawia na podstawie warsztatów jakie przeprowadził z uczniami prywatnej szkoły będącymi użytkownikami Facebooka (1- 1,5 godz. dziennie)  i którzy na pytanie, co by zrobili, gdyby wprowadził on opłaty, odpowiedzieli, że przestaliby z niego korzystać i przenieśli się na MySpace lub w inne, bezpłatne miejsce. Benton wysnuwa wniosek, że w dobie tak wielu bezpłatnych usług substytucyjnych w internecie, nikt nie będzie chciał płacić drobnych kwot za prawdziwe newsy dziennikarskie. Bo skoro te dzieciaki nie chcą płacić za korzystanie z platformy, którą wykorzystują na co dzień i która jest dla nich niezwykle przydatna, to jaka jest szansa, że zapłacą za przeczytanie jakiegoś newsa?

Taka teza ma swoje znaczenie w świecie, gdzie z powodu braku czytelników i reklamodawców zamykane są tradycyjne gazety a właściciele tych jeszcze działających zastanawiają się jaki ich czeka los. Część gazet przenosi się do internetu a większość nie ma zielonego pojęcia co przyniesie im dzień jutrzejszy.

Uważam, że Benton się myli. Nie można porównywać funkcjonowania Facebook z płatnym dziennikarstwem. I do tego polać to sosem mikropłatności i poprószyć pudrem opinii dzieciaków korzystających z iTunes podpiętego pod kartę kredytową taty.

facebook

To, że Facebook jest bezpłatną platformą dla użytkowników nie wynika z tego, że klienci nie zechcą za niego płacić lecz z przyjętej przez założycieli strategii działania. Notabene, jest to przykład jednej z najskuteczniejszych strategii w historii biznesów opartych o sieci społeczne. Facebook zarabia jako platforma reklamowa oraz poprzez udostępnienie swojego API zewnętrznym firmom do świadczenia usług w ramach platformy (to widać zwłaszcza w USA).linkedin

Co do usług substytucyjnych. Facebook i LinkedIn są takimi usługami. A przecież jedna jest bezpłatna a druga – wręcz przeciwnie (mówię o rozszerzonej funkcjonalności). I obydwie firmy radzą sobie świetnie. Tyle, że wynika to po prostu z różnych strategii działania.

LinkedIn zarabia na aktywności kilku procent swoich użytkowników, którzy chętnie płacą za możliwość komunikowania się z resztą, którzy ten serwis traktują raczej jako swój elektroniczny wizytownik. A przecież obydwa serwisy służą do budowania sieci społecznych! Więc rwanie szat, że klienci nie zechcą płacić za treści/usługi dostarczane im przez web – jest niepotrzebne. Klienci zapłacą – tylko firmy muszą im dostarczyć, to czego oni potrzebują.

W przypadku dziennikarstwa trzeba zmienić podejście do dostarczanej treści. Model, gdzie dziennikarz zza biurka dostarcza treść, która, jak mu się wydaje, zainteresuje czytelnika, odchodzi do lamusa. Dziś dziennikarz musi wiedzieć co dokładnie interesuje czytelnika i tą wiedzę mu dostarczać.

Czy nie zapłacilibyście złotówki lub dwóch tygodniowo za dostęp do strony, która informowałaby Was co się dzieje w Waszej dzielnicy i w której pracujący tam dziennikarz, w Waszym imieniu, dowiadywał się kiedy zreperują tą dziurę na Waszej ulicy, ile dzieci przyjmą do przedszkola, kim jest nowa nauczycielka w szkole Waszego dzieciaka lub kogo zatrudnił i dlaczego Urząd Gminy?

A jeżeli dodamy do tego lokalną sieć społeczną (a’la Bliziutko.pl) i możliwość swobodnej rozmowy na czacie lub na liście dyskusyjnej z tym dziennikarzem i okolicznymi mieszkańcami, to czy nie uważacie, że content w ten sposób wypracowany będzie wart każdej złotówki, którą zapłacicie? Ja jestem gotowy.

Oczywiście, jest jedno ale. Po co w takiej sytuacji utrzymywać całą redakcję, biura, korektę, sekretarkę, kierowcę i kolportaż? No cóż. Może to właśnie jest ta przyszłość czwartej władzy?

%d blogerów lubi to: