Archives for posts with tag: Marka

Jeżeli jesteś na Facebooku, to z pewnością masz je wśród swoich znajomych. To Znajomi, którzy są tak naprawdę firmami o mniej lub bardziej znanych nazwach. To firmy proszące się o duże kłopoty.

Nie można się pomylić. Imię i nazwisko mają tylko ludzie 🙂

O co chodzi? Jeśli jesteś osobą fizyczną, to możesz zarejestrować się na Facebooku jako Ty. Jeżeli lubisz jakąś markę, to możesz założyć Grupę, do której będą zapisywać się wszyscy nią zainteresowani.

Ale jeśli jesteś marką lub osobą publiczną, to masz tylko jedną możliwość: musisz założyć Stronę, zwaną po angielsku Fan Pagem.

Tako rzecze regulamin Facebooka.

Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

Firma zarabia na klientach. Jednak większość firm, gdy tylko wyrośnie – oddziela się od klientów głęboką fosą. A później niektórym z nich się wydaje, że jak tylko wejdzie do social web, to tą przepaść od razu zasypie.

SocialNetworkAnalysis

Budowa społeczności klientów w internecie, to nie jest odpowiednia działalność dla firm, które nie potrafiły tego zrobić poza siecią.

Grafika pochodzi ze strony FMSASG

To już truizm: każda firma istniejąca na rynku, dla której własna marka i słowo Klient, nie jest pustym zapisem w budżecie lub strategii przedstawianej właścicielom, powinna zacząć budować swoją społeczność w social web.

Ale chwila, chwila…

Ostatnio jeden z moich klientów zaczął wdrażać strategię swojej obecności w social web. W grubej i pełnej wykresów i tabel strategii, zapisane jest krok po kroku jak to zostanie zrobione.

Brakowało tam tylko jednego. Pokazania jak do social web zostanie przeniesiona już istniejąca społeczność klientów tej firmy. Firmie wydawało się, że takowej społeczności nie ma.

Czytaj resztę wpisu »

Czasami mam wrażenie, że w wielu firmach tak właśnie odbywa się zakładanie bloga. Wzywa szef pracownika PR i mówi mu to co w tytule.

bestblogs_landing

Ostatnio na liście dyskusyjnej poświęconej PR znalazłem post, który zirytował okrutnie.
Jakaś osoba zadała tam pytanie: „Co sądzicie o blogach firmowych, czy macie doświadzenia w ich prowadzeniu, czy są skuteczne? Zastanawiam się także nad czymś w stylu „forum firmowego”.
Oczywiście – nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. Więc odpisałem:
„Oczywiście, że ma sens. Pod jednym warunkiem: że staje się on elementem całej strategii komunikowania się firmy w dobie web 2.0. Co oznacza, że najpierw trzeba wiedzieć cóż to takiego jest i mieć do tego przekonany Zarząd oraz zmienione procedury komunikacji w swojej firmie. Robienie czegoś tylko dlatego, że jest to modne nie ma żadnego sensu.

Nie wiem gdzie Pani pracuje, ale proszę zrobić prosty test:
– Proszę odpowiedzieć: ile czasu zajmuje dzisiaj standardowa odpowiedź na pytanie klienta Pani firmy. I potem zrozumieć, że musi Pani ten czas skrócić do jednego dnia. A następnie wyobrazić sobie, że takich pytań będzie Pani miała 10 dziennie. To tylko drobna – techniczna kwestia z którą będzie Pani musiała się uporać.
A to tylko 1 proc. z całego zagadnienia komunikacji przez z otoczeniem w dobie web 2.0.”

Czytaj resztę wpisu »

Odkurzacz na dwa lata. Maszynka do golenia na rok. Pralka na 3 lata. A potem do wyrzucenia. Nie macie wrażenia, że przedmioty służą nam coraz krócej?

Grupa Platform21 ogłosiła właśnie Manifest Reperowania. Warto się z nim zapoznać. Mi on nasunął myśl o tym, że obecny kryzys może wymieść z rynku producentów dóbr wszelakich specjalizujących się w reklamie, public relations i marketingu zamiast w jakości produkcji oraz obsłudze klienta.

repairmanifestoKiedyś gdy się zepsuł odkurzacz, to się go oddawało do naprawy. Dziś kupuje się nowy.

Przyzwyczailiśmy się do tego, że stosunkowo tanie rzeczy są łatwo zastępowalne. Kiedyś maszynka do mięsa Zelmera była dobrem, które dawało się w wianie młodej parze, u której następnie służyła przez dziesiątki lat. Podobnie było z wieloma innymi przedmiotami: pralkami, lodówkami, telewizorami.

Postęp w produkcji i globalizacja spowodowały jednak, że świat został zalany tanią i kiepskiej jakości produkcją. Istniejący producenci, aby przetrwać, musieli się dostosować i zaczeli zlecać, w tychże tanich fabrykach produkcję wyrobów ozdobionych swoim logo.

Ich produkty staniały ale też – i to jest nie tylko moja subiektywna opinia – pogorszyły swoją jakość. Jednocześnie postęp technologiczny w postaci wprowadzenia całych modułów zamiast poszczególnych części – spowodował, że ich naprawa przestała być opłacalna

Ten trend rynkowy był zresztą nagłaśniany przez guru od zarządzania i firmy konsultingowe, które przekonywały, że outsourcing produkcji i skupienie się na marketingu sprzedaży jest słuszną drogą w dzisiejszych czasach.

Dla producentów, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło: zamknęli produkcję w swoich fabrykach ale zyskali możliwość sprzedaży kolejnych urządzeń z tysięcy fabryk „no name” w Chinach, Indiach, Polsce, itd. :).

Na dodatek zyskali nowe kompetencje: przestali być stricte producentami i zaczęli być centrami marketingowymi: z dostępnych na rynku tysięcy produktów, wybierają te, które chcieliby sprzedawać, metkują swoim logiem i dystrybuują w swoich sieciach sprzedaży. I w ten sposób, Zelmer dziś sprzedaje maszynki do mięsa (wiemy, wiemy), ekspresy ciśnieniowe (?), mikrofalówki (?), oczyszczacze powietrza (?), grille elektryczne (?), klimatyzatory (?) i trymery (!?).

Zelmer chwali się w swoim raporcie okresowym: „W 2008 roku Spółka wprowadziła ponad sto nowych produktów co stanowi największą ilość w historii Zelmera. Ogółem oferta handlowa Zelmera w 2008 roku obejmowała 274 produkty. Przychody ze sprzedaży nowych kategorii wyniosły w 2008 r. 107 mln zł i były aż o 78 proc. większe niż w roku 2007 (60 mln zł)”.

Było to opłacalne do teraz. W dobie kryzysu, gdy klienci ograniczają konsumpcję a opcje walutowe i skoki kursów walut pogrążają producentów, ci są zmuszeni do ograniczania kosztów. Zelmer wysłał swoich polskich robotników na przymusowy urlop. I zapewne najbliższe miesiące pokażą nam, czy przyjęta przez niego strategia rozwoju nie okaże się jego kulą u nogi.

Podejrzewam, że w ciężkich czasach, konsument będzie zwracał większą uwagę na stosunek ceny do jakości. I wybierze albo przedmiot o wiele tańszy godząc się z tym, że nie posłuży my on zbyt długo, albo droższy, ale o ustalonej renomie.

Oczywiście były też firmy, które podążyły inną drogą. Taki niemiecki Miele znany jest z produkcji pralek i zmywarek. Swoją produkcję i kooperantów skupił na niewielkim obszarze w Niemczech i postawił na jakość. Efekt? Zabójcze ceny i legendarna jakość. Na dodatek wszystkie jego wyroby są można naprawić i jest to opłacalne zarówno dla klienta jak i producenta. Nie bez kozery jest wymieniany przez naukowców jako przykład firmy o doskonałej kondycji i świetnej strategii.

Najbliższe miesiące pokażą nam, czyja strategia była słuszna. Ja mam swojego faworyta.

I zrobił to swoim stylu. Prosty i piękny pomysł.

gtwitter-600x355

A dla wszystkich zainteresowanych tym co powiedział powyżej Google w systemie binarnym: „I’m feeling lucky” 🙂

Wystawa spreparowanych zwłok w Blue Expo z pewnością przyniesie zysk wystawcy, ale dla obsługującej go agencji PR to może być zatruta pigułka.

body

Przez media oraz przez listę dyskusyjną poświęconą PR, której jestem uczestnikiem toczy się dyskusja na temat tego, czy wzięcie zlecenia przez firmę robiącą PR temu przedsięwzięciu było dobrym pomysłem. Nie będę tu cytował osób, które wzięły w tej dyskusji udział, bo nie pytałem ich o stosowną zgodę, ale interesującym jest, jak dyskusja ta od kwestii etyki (czy wypada) przeszła do kwestii strategicznych (czy to się opłaca).

Zacytuję tu swoją wypowiedź z listy:

(…) każda z tych osób, która myśli, że wzięłaby takiego klienta o tym powinna pamiętać. Potrafię sobie wyobrazić też sytuację, że jako klient nie chciałbym zapraszać np. do przetargu firmy znanej z tego, że „robi pr zwłokom”.
Nawet nie dlatego, że mi to nie odpowiada, ale dlatego, że łatwo mogę wystawić się na złośliwy acz celny strzał kolegów/szefów, np.: „No tak, to my tu pracujemy w banku ze 100 letnią tradycją, a Pan nam proponuje, żeby PR nam robiła firma zajmująca się pr-em zwłok.”

I koniec tematu. Można się oburzać, że to nie profesjonalne, ale oburzaniem się nie zapłacimy pracownikom.

Inna sprawa to ocena ryzyka. Są klienci mniej lub bardziej ryzykowni. Ze względów finansowych ale również wizerunkowych. Jeżeli na takim przedsięwzięciu ciąży ryzyko procesu karnego, to jakie pieniądze są w stanie zrównoważyć ryzyko, że w przypadku takiej rozprawy będziemy musieli przez nie wiadomo jaki czas świadkować na procesie? A jeżeli klient przegra? To już na zawsze zostaniemy tą agencję od bezczeszczenia zwłok.

Szef firmy/właściciel nie odpowiada tylko za zdobywanie nowych klientów, ale również za ocenę ponoszonego ryzyka.

Według mnie potencjalne ryzyko nie uzasadnia udziału w takim przedsięwzięciu. Bo jak łatwo stracić dobrą opinię to, kto jak kto, ale firma PR powinna wiedzieć. 🙂

Firma Google jest jednym z najlepszych pracodawców w USA. Jej kultura korporacyjna jest uważana za jedną z najlepszych na świecie. Jak ona to robi?

chef

Magicznym miejscem w centrali Google w Kaliforni, w Googleplex, jest Charlie Place – czyli po prostu stołówka zakładowa. Ale nie taka zwykła. Nie dość, że jedzenie jest tam za darmo, to na dodatek, jak podaje serwis Neatorama.com,  co jakiś czas zapraszają tam gościnnie znanych kucharzy na całodzienne występy.

Ponadto  jest tam jedenaście restauracji i barów, również ze zdrową żywnością a wszędzie na terenie firmy są przekąski i napoje. Dodajmy do tego centra fitness, baseny treningowe, itp., itd. Wszystko na koszt pracodawcy.

Nic tylko nie wychodzić i pracować! I przecież o to właśnie Google chodzi 🙂

Nie zmienia to jednak faktu, że w dzisiejszych czasach nikt, nikogo do pracy nigdzie nie zmusza, więc według mnie – jeżeli komuś to odpowiada – to może tam pracować nawet 48 godzin na dobę 🙂

Poniżej jeszcze przesympatyczny fragment ze strony Google opowiadający o kulturze organizacyjnej firmy:

Budynek światowej centrali Google znajduje się w Mountain View (Kalifornia) — o rzut kamieniem od zachodniej części parku Shoreline Regional Park. Chociaż nie wszystkie biura Google na świecie są tak doskonale wyposażone, jest kilka podstawowych elementów, które definiują miejsce pracy w Google:

  • Wystrój holu — Fortepian, lampy lawowe i projekcje na żywo bieżących zapytań wyszukiwania z całego świata.
  • Wystrój korytarzy — Rowery i wielkie gumowe piłki do ćwiczeń na podłogach, wycinki prasowe z całego świata rozwieszone na tablicach ogłoszeń w każdym miejscu. Googlersi omawiający tajemne zagadnienia adresowania IP i sposoby tworzenia lepszych filtrów antyspamowych.
  • Biura Googlersów — Googlersi pracują w wysoce upakowanych gromadach (całkiem przypominających naszą organizację serwerów), gdzie trzy lub cztery osoby dzielą przestrzeń z kanapami i psami. To zwiększa przepływ informacji i pozwala zaoszczędzić na ogrzewaniu.
  • Sprzęt — Większość Googlersów ma na swoich biurkach wysokiej klasy stacje robocze z systemem Linux. U zarania działalności Google rolę biurek pełniły drewniane drzwi na drewnianych podstawach. Niektóre z nich są nadal używane w grupie inżynierskiej.
  • Zaplecze rekreacyjne — Siłownia z ciężarkami i maszyną do wiosłowania, szatnie z szafkami, pralki i suszarki, pokój masażu, różnorodne gry wideo, piłkarzyki, pianino, bilard, ping-pong, hokej na wrotkach dwa razy w tygodniu (na parkingu).
  • Kantyna Google — Zdrowe obiady i kolacje dla wszystkich pracowników. Serwowane są między innymi dania typu „Grill Charliego”, „Powrót do Albuquerque”, „Zachód spotyka wschód” i „Jarosze” („Charlie’s Grill”, „Back to Albuquerque”, „East Meets West” i „Vegheads”). Można usiąść na świeżym powietrzu i rozmyślać, ciesząc się słonecznym dniem.
  • Pokoje z przekąskami — Pojemniki z różnymi rodzajami płatków zbożowych, gumisiami, , krówkami, miętówkamiorzechami, jogurtami, marchewkami, świeżymi owocami i nie tylko. Tuziny różnych napojów, w tym świeże soki, cola i cappuccino w proszku.
  • Najfajniejszy przystanek podczas zwiedzania — Trójwymiarowy obracający się obraz świata wyświetlany stale na dużym płaskim monitorze w biurze inżyniera, który go stworzył. Szczególnie interesujący jest przełącznik, który pozwala wyświetlać punkty światła unoszące się od powierzchni globu w górę — reprezentujące wyszukiwania w czasie rzeczywistym kodowane kolorami według języka. Przełącz, a zobaczysz, jak wygląda ruch w całym internecie. Warto przejść się na drugie piętro.
  • Najbliższy całodobowy sklep z pączkami — Sklep „Krispy Kreme” w Mountain View (Kalifornia).

I jak tu nie chcieć pracować w takiej firmie? A na dodatek obejrzyjcie jeszcze filmik pokazujący Googleplex od środka:

Wiele poważnych i sztywnych polskich firm, o znacznie mniejszej niż Google przychodach, mogłoby się od niego trochę nauczyć jak budować swoją kulturę korporacyjną i markę 🙂

Kto z Was zna Paris Hilton? Wszyscy. A co powiecie na to, że ona sama siebie uznaje za markę, którą musi starannie zarządzać? I robi to doskonale – wszyscy ją znamy!

paris-hiltonŹródło: Gazeta Wyborcza

Ta młoda osóbka (ur. w 1983 roku) znana z tego, że jest znana, to pierwsza na świecie celebrytka, która wylansowała w szerokiej świadomości ten typ ludzi. Ludzi nie robiących nic szczególnego, o których piszą wszystkie media na świecie i zarabiających na tym całkiem przyzwoite pieniądze. W jej przypadku o osiągnięciu sukcesu zaważył fakt, że jest jedną z kilku dziedziców fortuny Conrada Hiltona oraz bezwzględność w środkach jakimi się posługiwała, aby stać się tym kim jest.

W sobotnim dodatku telewizyjnym  Gazety Wyborczej można znaleźć wywiad Marty Strzeleckiej z Paris Hilton. Warto go przeczytać ponieważ pokazuje ją w nieco innym świetle niż to znane z gazet plotkarskich. Najlepiej pokazuje to jej odpowiedź na pytanie czym się zajmuje, kiedy nie występuje w telewizyjnym show?

– Może się wydawać, że niczym, prawda? Że opływam w luksusy, bawię się, piję szampana. A tymczasem ciężko pracuję. Jestem szefową swojej marki, która nazywa się Paris Hilton. Projektuję biżuterię, ubrania, perfumy. Nagrywam muzykę, produkuję programy telewizyjne. To się wiąże z podróżami, spotkaniami biznesowymi, dyskusjami z ludźmi, którzy dla mnie pracują. Nie narzekam – robię rzeczy, które chcę robić, żyję pełną piersią, ale wszystko po to, by wzmocnić markę.

Oczywiście nie sposób powiedzieć ile w tych słowach jest autokreacji i na ile te przedsięwzięcia są opłacalne. Ale jedno jest pewne – panna Hilton, jest naprawdę  doskonała w kreowaniu marki Paris Hilton.

Przez polski Youtube i kilka innych stron jak meteor przemknął klip w którym Kamil Durczok w studio, przed programem, klnie jak szewc. Byłoby to śmieszne gdyby TVN nie postanowił zagrozić wszystkim polskim stronom internetowym, którzy go ośmiela się pokazać, krokami prawnymi. Na szczęście mamy strony w Rosji (!!!!) gdzie ten film możemy oglądać w kółko. Drodzy studenci – na żywo oglądacie jak NIE powinno się zachowywać w sytuacji kryzysowej. 

durczok-ru

Najlepsza stacja infoteinemt-owa w Polsce znana jest ze swojej bezkompromisowości w obnażaniu brzydkich uczynków i słów polityków i innych znanych osób. Ukrytą kamerą pokazując kupczenie stanowiskami i głosami, pokazuje nagrane przed właściwym materiałem lub gdzieś przypadkiem głupie i cyniczne wypowiedzi osób ze świecznika. A następnie pracujący w niej media workerzy z marsową miną lub pobłażliwym uśmiechem komentują te wpadki.

Czytaj resztę wpisu »

Niedawno pastwiłem się nad stronami www naszego urzędu prezydenckiego, premiera i Sejmu porównując je do strony Białego Domu. Byłem niesprawiedliwy. 

Tak przynajmniej myślę po obejrzeniu poniższej prezentacji. Nie można stawiać takich samych wymagań dzieciom ze środkowej Afryki i z USA. Ich aparat pojęciowy jest po prostu całkiem inny. I to samo dotyczy polskich polityków i amerykańskich. To znaczy polscy pewnie by chcieli być podobni do tych z Ameryki, ale  niestety… To by wymagało sporej pracy i konieczności nauczenia się czegoś bardzo dla nich nowego 🙂

Powyższa prezentacja pokazuje jak sztab Barracka Obamy wykorzystał możliwości internetu do nadania rozmachu swojej kampanii. „Powered on the web, not advertised on it”  – piszą twórcy tej prezentacji Paul van Veenendaal i Igor Beuker z ViralBlog.com. I próbują odpowiedzieć na pytanie czego marki (brands) mogą nauczyć się od Barracka Obamy.

Czytaj resztę wpisu »

%d blogerów lubi to: