Archives for posts with tag: viral marketing

Tak proponuje Marta Kagan z Espresso w swojej najnowszej prezentacji „The (Ugly) truth about viral marketing”.

A ja czytam zazwyczaj jej wypowiedzi bardzo uważnie. Nie tylko z tego powodu, że jest autorką najpopularniejszej chyba na świecie prezentacji „WTF is Social media”? Także dlatego, że jej firma tworzy wiele interesujących kampanii dla największych firm w USA.

W najnowszej prezentacji skupia się na tym, że dzisiaj sam marketing wirusowy to za mało, aby mówić o skutecznym docieraniu do Klientów. I każdy, kto ma coś wspólnego z prowadzeniem „Fan Page” na Facebooku lub innymi działaniami pro sprzedażowymi lub tylko wizerunkowymi na platformach społecznościowych – szybko zrozumie o co jej chodzi.

Sam, najlepszy nawet wiral, nie wystarczy, aby tworzyć zgraną i wartościową społeczność wśród swoich Klientów. Przepraszam – Fanów 🙂

Poniżej przedstawiam swój tekst z najnowszego Marketingu w Praktyce. Muszę przyznać, że w obliczu wydarzeń z 10 kwietnia zawarte w nim tezy nabrały jakże prawdziwego wydźwięku.

Ten sławny obrazek New Yorker-a już nie jest aktualny we współczesnym internecie

Ostatni Wired przynosi bardzo ciekawy artykuł pod tytułem: “No Lie! Your Facebook Profile Is the Real You”. Omówione są w nim wyniki badań Mitja Vack z Uniwersytetu Gutenberga w Mainz, Niemcy i które zostaną opublikowane w najbliższym “Psychological Science”.

Celem badania 133 Amerykanów i 103 Niemców w wieku 17-22 lat było sprawdzeie ilu z nich, w sieci, tworzy swój alternatywny, lepszy wizerunek. Wyniki badań nie pozostawiają wątpliwości – badani na Facebook-u są tacy sami jak w życiu realnym.

Jeremiah Owyang – Partner z Altimeter Group już dwa lata temu przewidywał, że w najbliższych latach sieć się ujednolici – będziemy swobodnie poruszać się między platformami używając jednej, sieciowej tożsamości (Web ID). To oznacza, że większość z nas, dla wygody, zintegruje swój profil wirtualny z tym rzeczywistym.

Dla coraz większej liczby osób życie wirtualne stanie się normalnym, stałym elementem normalnego życia. Znajomości poczynione w serwisach społecznościowych gdzie występujemy pod imieniem i nazwiskiem staną się równie cenne jak te poczynione w życiu realnym.

Czytaj resztę wpisu »

Po fantastycznym sukcesie „spontanicznego” tańca na dworcu Liverpool w Londynie, angielski T-Mobile poszedł za ciosem i namówił londyńczyków i przyjezdnych do zaśpiewania piosenki „Hey Jude” Beatelsów na Trafalgar Square.

O poprzednim, naprawdę zapadającym w pamięć i wzbudzającym uśmiech na twarzy, viralu T-Mobile, pisałem już dwa miesiące temu. Tym razem zamiast tańca mamy śpiew, a zamiast podróżnych – przechodniów i turystów. 30 kwietnia, o godz. 18 piosenkę tą zaśpiewało – według T-Mobile – 13.500 osób.

Jednak odgrzewane kotlety nigdy nie smakują tak samo, więc i efekt virala – już nie jest ten sam.

Tak sobie myślę, że gdyby w T-Mobile UK, ktoś decyzyjny dał sobie na wstrzymanie to byłoby lepiej. Zarówno dla jego CV jak i dla marki.

News ze strony Fubiz.

Weź utalentowanego 16 latka, dodaj do tego świetnego kreatywnego i odważnego producenta. Efekt? Świetna reklama.

Ta reklama podbiła kraje nordyckie. Widać na niej, jak 16 latek z Uzbekistanu, Micha Albamow, tworzy razem z widownią muzyczny perfomance na instrumentach zrobionych z pudełek Tic Tac-ów.

Event odbywa się na jednej z ulic Kopenhagi w Danii, a sam film został stworzony przez Karima Stoumana – założyciela agencji marketingu wirusowego buzzanova. Ja z kolei trafiłem na niego dzięki viralblog.com.

W ramach kampanii Tic Taca stworzono stronkę „Poznaj Miszę„, gdzie można dowiedzieć się więcej na temat tego sympatycznego blondynka, ściągnąć na komórkę jego dzwonek i zrobić inne rzeczy, które zazwyczaj się robi na takich stronach. Efekt kampanii to 220 tysięcy odsłon filmiku na Youtube, co zachęciło Ferrero, producenta Tic Tac-ów do przeniesienia tej kampanii na grunt niemiecki.

Lubię takie reklamy. Są PROSTE, pomysłowe, tanie i co najważniejsze ciekawe i sympatyczne. Aż chce się je oglądać. I polecać innym. Co niniejszym czynię.

No i stało się. Pojawiła się druga część tak zapowiadanego artykułu w Gazecie Wyborczej. Nie wiem po co. Mogli to miejsce przeznaczyć na ciekawszy tekst o odchudzaniu. Koń by się uśmiał.

kon

Nie kopie się leżącego, więc napiszę tylko, że nie ma w nim nic nowego. Wygląda również na to, że dziennikarze użyli wczoraj nazw dwóch firm PR, tylko po to, aby uwiarygodnić się, że będzie to tekst poparty ich wnikliwą pracą, dzięki której dotarli do źródeł oraz firm zamieszanych w ten podły proceder. Jak jest – każdy widzi.

Kurcze. Nie wiem czy w Wyborczej już zwolnili wszystkich redaktorów czy też po prostu mieli jakąś dużą dziurę na stronie i musieli ją czymś wypchać. Choć za moich czasów robiono to jakąś autoreklamą.

Jak można było spaprać tak ciekawy temat?! Opisali problem po łebkach, a gdyby weszli w niego nieco głębiej – dotarliby do nazw firm zajmujących się taką działalnością, pokazaliby ich cenniki a gdyby jeszcze im starczało sił – pokazaliby, że ich działalność jest nie tylko nietyczna, ale również niezgodna z prawem.

Ok. Ich działka. Nie chcą pisać ciekawie i wyczerpująco – to niech się nie dziwią, że im sprzedaż później spada.

Co do kryzysu w branży PR.

Mleko się rozlało i byłoby  niemądrym udawać, że jest inaczej. Uważam, że organizacje PRowskie powinny zabrać głos i zapowiedzieć, zgodnie ze swoimi kodeksem etycznym, że nie będą tolerować tego typu zachowań wśród swoich członków. I zapowiedzieć, że firmy przyłapane na takim procederze – będą wykluczane z tych stowarzyszeń.

Tego typu odpowiedzialne zachowania zawsze dobrze świadczą o podmiotach je podejmujących. Co w sytuacji, gdzie w co drugim wywiadzie lub artykule w mediach, pada nazwa PR jako synonimu obłudy i manipulacji – jest bardzo cenne.

Poniżej zamieszczam wczorajsze wypowiedzi z listy internetPR przedstawicieli firm Core PR oraz Neuron PR, którzy zapewne po wczorajszym artykule oblali się zimnym potem myśląc: „ale o co chodzi?” a dzisiaj, po lekturze Wyborczej, pijąc kawę, dalej się zastanawiają: „ale za co?” 🙂
Witajcie,

w związku z  publikacją „Gazety Wyborczej” z dn. 2 marca 2009 r. pt. „Fałszowanie Internetu”, w której pojawiła się informacja nt. praktyk stosowanych w Core PR, pragnę zaznaczyć, iż sytuacja, która została opisana wydarzyła się w 2007 roku i była jednorazowym incydentem. Osoba odpowiedzialna za niefortunne zdarzenia poniosła konsekwencje, a agencja wdrożyła procedury mające na celu wyeliminowanie tego typu praktyk. Oczywiście ubolewamy, że do takiej sytuacji wogóle doszło przez co został narażony na szwank wizerunek zarówno naszego Klienta jak i agencji. Wierzymy, że więcej się to nie powtórzy.

W razie jakichkolwiek pytań proszę o kontakt poprzez forum lub na priv: adrian.gawlikowski@corepr.pl

Pozdrawiam,

Adrian Gawlikowski

Core PR

Kamilu,

dobrze zrozumiałeś – rzeczywiście „szare wirale” nie powinny być
oferowane przez porządne agencje (czyli działania w mediach
obywatelskich, które mają na celu promowanie jakiegoś produktu, usługi
czy idei, prowadzone przez podmioty ukrywające swoją prawdziwą
tożsamość i intencje).

Dlaczego?:

– bo takie działania są praktycznie niemożliwe do skontrolowania przez
inicjatora akcji,
– bo to nieetyczne,
– bo to ma krótkie nogi,
– bo wszyscy już wpadli na ten pomysł, wytwarza się szum itp.

Akcja z naszym stażystą miała miejsce dwa lata temu (zresztą w czasie
rzeszowskiego kongresu:-). Nie oferujemy i nie świadczymy takich
usług, a jeśli klient o nie pyta, stanowczo je odradzamy. Zdaniem
naszej agencji, „biały” wiral jest znacznie lepszy. Do takich założeń
doszliśmy już dawno, przed omawianą wpadką, notabene przed tym, jak
niejedna z firm, sprzedających dziś wiral, w ogóle dostrzegła taki
produkt:-).

Czyli, powtarzam, była to wpadka, za którą przeprosiliśmy
zainteresowanych (w tym blogerów i innych internautów). W żadnym razie
zamierzone działanie.

Ale problem rzeczywiście istnieje i ma charakter masowy oraz wiele
wymiarów. Dotyka wielu branż (tu mówimy o e-biznesie, elektronice czy
FMCG, ale popatrzcie na marketing polityczny!).

Pozdrawiam,

Marek Wróbel
Neuron

Witajcie,
ponieważ z guerillą rozumianą jako wpisywanie anonimowych postów naprawdę
walczymy (mieliśmy nawet przez chwile specjalny serwis – ksiw.pl – który w
założeniach miał postawić temu tamę), dzisiejszy artykuł jest dla nas
szczególnie nieprzyjemny. Ponieważ nadzorowałem tego praktykanta, chcę dać
Wam pełny obraz sytuacji.

1. Sytuacja z grono.net, o której mowa w artykule miała miejsce w kwietniu
2007 roku (dwa lata temu). Tak się złożyło, że nasz klient wprowadzał wtedy
dość kontrowersyjną funkcjonalność – kontrowersyjną, ponieważ na ukończeniu
był wtedy konkurencyjny serwis o bardzo podobnych funkcjach. Dlatego
spodziewaliśmy się, że w sieci wybuchnie ostra dyskusja, tym gorętsza, że
autorem i właścicielem k (wówczas) był Marcin Jagodziński, jeden z
najbardziej znanych polskich blogerów.

2. Ponieważ w tym czasie trwał Kongres PR w Rzeszowie, na którym byłem
prelegentem, zdalnie przygotowałem informację prasową i rozesłałem ją do
mediów. Ponadto zleciłem mojemu ówczesnemu praktykantowi dokładny monitoring
opiniotwórczych  blogów – chcieliśmy wiedzieć, czy spodziewana dyskusja się
toczy. Przekazałem mu listę tych blogów.

3. Praktykant – którego nota bene ceniłem za proaktywność i szybkie
„łapanie” kwestii komunikacyjnych – źle zinterpretował moje polecenie
zmonitorowania newsa i powrzucał informację prasową (w niektórych miejscach
nawet w całości) jako komentarze do artykułów. Czasem nawet zupełnie
niezwiązanych z tematem. Oczywiście nie była to JEGO wina – wykonał
polecenie najlepiej jak mógł, a ponieważ w 2007 toku viral był na topie,
postanowił dodać coś od siebie… 🙂

4. Już po trzech godzinach o całej sprawie napisał Piotr Waglowski, celnie
punktując miejsca, w których takie działanie łamie polskie prawo.
Natychmiast rozpocząłem żmudny proces kontaktowania się ze wszystkimi
blogerami, przepraszając ich za zaistniałą sytuację. Na naszej stronie
internetowej zamieściliśmy także oficjalne przeprosiny.

5. Najgorsze (dla nas) w tym wszystkim jest to, że już wtedy byliśmy
zdecydowanie przeciwni praktykom guerilla marketingu, rozumianego jako
wpisywanie anonimowych postów w opiniotwórczych mediach. Po prostu wcześnie
zrozumieliśmy, że jest to nieetyczne (zwykłe oszukiwanie internautów)

6. Dlatego od kilku lat (!) nie oferujemy takich usług i zdecydowanie
odradzamy je naszym klientom (choć wielu o nie pyta). Uważamy, że
występowanie w internecie pod własnym nazwiskiem i firmą jest jedynym – i
skutecznym – sposobem komunikacji w internecie. I naprawdę ma to pozytywne
skutki, bo internauci cenią otwartość i uczciwość.

Zainteresowanych dalszą dyskusją zapraszam do pytań – także na priv 😉

Pozdrawiam białoviralowo,

Paweł Soproniuk
p.soproniuk@neuron.pl
Neuron Agencja PR

Chodziło o prowadzenie bloga na temat tropikalnych wysp w w rejonie Wielkiej Rafy Koralowej koło Australii. Do dyspozycji dom z basenem, łódź i wynagrodzenie 150.000 dolarów australijskich za 6 miesięczny kontrakt 🙂

Nie jest dziwne, że informacja ta przetoczyła się przez świat jak burza a w Polsce podawały ją wszystkie media. Viralblog.com spróbował ją podsumować. 

Czytaj resztę wpisu »

%d bloggers like this: